Morze Niegościnne

Morze Niegościnne - Jakub Szamałek „Morze Niegościnne” przewrotnie okazało się być szalenie gościnnym dla mnie jako czytelniczki. Przez książkę przeleciałam przeraźliwie szybko. Autor pisze tak, że aż nie chce się człowiekowi odrywać od lektury. Nie siedziałam wprawdzie z otwartymi ustami i nie pochłaniałam tekstu jak urzeczona, ale powieść jest naprawdę przyjemna w odbiorze. Może ma na to wpływ mało skomplikowana fabuła, może brak dłużyzn, może interesujący mnie okres w historii – nie wiem. I choć przyznam, że spodziewałam się cięższego tekstu (no, chociaż napisanego bardziej zawiłym językiem), to i tak całość wypadała niespodziewanie dobrze. Fabuła ma według mnie sens, główny bohater nie jest nieśmiertelnym, napakowanym bysiem, a zakończenie całej powieści (bo do wątku kryminalnego jeszcze wrócę) nie jest słodkie do porz… nie jest nadmiernie słodkie. ;) Nie jestem jednak pewna, czy „k***a mać” to było typowe przekleństwo w Grecji antycznej. ;) Nie do końca chce mi się też wierzyć, że starożytni Grecy mawiali, iż „mają coś w d*pie”. „Za***iście?” „Pie***lisz?” Fajnie, że autor przybliżył nam postacie, odzierając je z tej formalnej otoczki, jaka zwykle funkcjonuje w tego typu literaturze, ale liczyłam na większą finezję. Jestem pewna, że starożytni rzucali sobie mięsem do woli, ale podejrzewam, że mieli jakieś swoje odpowiedniki naszych „ka” i „cha”. Jeżeli się nie mylę – a nic sobie uciąć nie dam – to można było się pokusić o językową stylizację (Notatka do samej siebie – poszukać publikacji o wulgaryzmach i przekleństwach starożytnych. ;)). Zdziwił mnie też jeden z fragmentów, gdzie matka z synem i niewolnicą uciekają przed napastnikami. Robi się gorąco, dochodzi do bezpośredniej konfrontacji i… nie mamy żadnego opisu zachowań dziecka. Żadnego. Nie wiadomo, czy się rozryczało, czy ze strachu siedziało cicho, czy schowało za matką, czy zaczęło uciekać… Wcięło dzieciaka, nie ma – młody się zdematerializował. No i na deser wątek kryminalny. Nie jest może jakiś powalający (i na dobrą sprawę nazwałabym go chyba bardziej sensacyjno-politycznym), ale nie nudzi. Za to jego rozwiązanie… cóż. Nie przewidziałam, ale przyznam, że liczyłam na to, iż głównym sprawcą zamieszania będzie jeden z bohaterów częściej przewijających się przez karty powieści. Na koniec dodam tylko, że moja ocena (7/10) jest nieco zawyżona. Jedno oczko wskoczyło standardowo za starożytność. Jako że jestem totalnym świrem w tym zakresie (a jednocześnie ignorantką, jeśli chodzi o wojny i daty – fantastyczne połączenie, polecam ;)), to łykałam wszystko jak młody pelikan. Jeżeli kogoś nie rajcują antyczne klimaty, spokojnie może odjąć od oceny jedną gwiazdkę.