Trauma

Trauma - Erik Axl Sund Bałam się, że „Trauma” będzie marnymi popłuczynami po „Obłędzie”. Nic z tych rzeczy. Jest tak samo dobra. A, co mi tam. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest lepsza. W tej książce świetne jest wszystko. Od rewelacyjnych, złożonych postaci po genialną okładkę. No, może darowałabym sobie na miejscu wydawnictwa te trzy wykrzykniki po umieszczonych tuż pod tytułem słowach „skandynawski kryminał w mistrzowskim wydaniu” (bo pachną sfrustrowaną gimbazą!!!1111oneonejedenjeden ;)), ale nie jest to grzech ciężki. W zasadzie mam trzy inne, ważniejsze zarzuty: 1) W pewnym momencie któraś z postaci wspomina o „prawdziwych faktach”. Dobrze, że to zaznaczono, bo już myślałam, że szarpiemy się o fakty fikcyjne. ;) 2) Literówki! „Przykłada telefon o ucha”? No kurczę. Takie rzeczy raczej się sprawdza przed puszczeniem książki do druku? 3) W niektórych dialogach ciężko jest od razu wpaść na to, która ze stron wypowiedziała konkretną kwestię. Nie jest to zagadka na miarę losów Bursztynowej Komnaty, bo po kilku setnych sekundy wiadomo już, o co chodzi. Nie zmienia to jednak faktu, że wtrącenia narratora w niektórych dialogach najwyraźniej poszły na imprezę i zapomniały o swoich obowiązkach. „Traumie” nie jestem jednak w stanie zarzucić nic więcej. Mam wrażenie, że cała trylogia została dokładnie przemyślana i logicznie poukładana przez autorów jeszcze przed wydaniem „Obłędu”. Każda kolejna część sprawia, że nowe elementy układanki wskakują na swoje miejsce. Mam nadzieję, że moja teoria nie posypie się przy „Katharsis” (już nie mogę się doczekać - na bank dorwę!). Kontynuując tradycję zapoczątkowaną w opinii do „Obłędu” – „Traumy” pod żadnym pozorem nie polecam, bo to straszna patologia jest. Ale koniecznie kupcie. ;)