Furie i inne groteski

Furie i inne groteski - Marcin Szczygielski Szczygielski dokonał niemożliwego. Dwukrotnie. Po pierwsze – rozbawił mnie dramatem, a nawet trzema dramatami. Po drugie – sprawił, że przyjemnie czytało mi się „Berka” dramat po „Berku” powieści. Jeszcze nie wiem, jak to zrobił, ale dalej pozostaję pod wrażaniem tej potężnej magii. ;) Co oferują „Furie i inne groteski”? Ano humor. Humor inteligentny. Można się nie zgadzać z poglądami autora, ale nie wierzę, że istnieje osoba, która ani razu podczas lektury się nie uśmiechnie. Jest z jajem, jest błyskotliwie, a czasem i absurdalnie. Osobiście nie potrzebuję niczego więcej. Tematyka? Dążenie do spełniania marzeń, przełamywanie własnych słabości, walka ze stereotypami. I miłość, w każdej jej postaci. Nic odkrywczego, prawda? A jednak podane tak, że odbiorca ma wrażanie, iż dostał całkiem świeży, wymykający się schematom tekst. Szczygielski potrafi patrzeć i nie boi się mówić o tym, co widzi. Plus, duży plus. Tak naprawdę „Furie…” upewniły mnie, że autor powinien powędrować do grona moich ulubionych pisarzy. Mam tylko jedno „ale". Chętka na wyjście do teatru, która drzemała we mnie od dawna, teraz osiągnęła swoje apogeum. Czy autor jest gotowy odstąpić mi trochę wolnego czasu ze swojej doby? ;)