Miasto ślepców

Miasto ślepców - José Saramago „Miasto ślepców” jest książką w równym stopniu odpychającą, co fascynującą. Kiedy pogodziłam się z tym, że myślników w dialogach jednak nie będzie (autorze, czemu mi to zrobiłeś…), dałam się ponieść historii. I był to strzał w dziesiątkę. Powieść w sposób dosadny pokazuje, co dzieje się z ludzkością w obliczu epidemii. Porównania do dzieła Camusa są jak najbardziej uzasadnione. „Miasto ślepców” to właśnie taka „Dżuma”, tylko intensywnie „maźnięta turpizmem”. Aspekt fizyczny ma tu takie samo znacznie, co aspekt duchowy. Ślepcy śmierdzą. Jedzą odpadki i surowe mięso. Defekują w różnych, często przypadkowych miejscach. Nie kąpią się, nie przebierają. Bytują. I pragną z całego serca przedłużyć swój nędzny żywot o kolejny dzień. Ślepcy mają gdzieś konwenanse. Dla ślepców liczy się tylko zaspokojenie pierwotnych instynktów. Bez względu na to, jak wiele ofiar będzie musiało zostać poniesionych. To przerażające, jak dobrze potrafimy udawać na co dzień, że nie jesteśmy ślepcami… „Out from under a rock From a prehistoric sea we crawl We are animals animal one and all” Roisin Murphy - Primitive