Zmartwychwstały

Zmartwychwstały - Craig Russell Pokrętne i zawiłe są losy Cyklu hamburskiego wydawanego w Polsce. Najpierw pojawił się „Krwawy orzeł”, a niedługo po nim – „Brat Grimm”. Obie pozycje z pięknymi okładkami i świetnym przekładem – prosto z wydawnictwa Capricorn, które (jak sądzę) już nie istnieje. Po kilku latach cyklem zainteresowało się Wydawnictwo Buchmann i... ponownie wypuściło na rynek te same części serii, tylko z wyjątkowo ohydnymi okładkami. Dodatkowo „Brat Grimm” został przemianowany na „Baśniowego mordercę” (sic!). Później miał miejsce mariaż – wydawnictwa Buchmann, W.A.B. i Wilga połączyły się, by stworzyć Grupę Foksal. Jakimś cudem Cykl nagle znalazł się pod skrzydłami wydawnictwa W.A.B. To właśnie ono wydało „Zmartwychwstałego”. Jeśli chodzi o zastrzeżenia, to mam ich całą masę. Zacznę od okładki, bo strasznie daje po oczach. Podejrzewam, że gdyby historią Jana Fabla dalej zajmowało się wydawnictwo Capricorn, to graficzka na przedzie wyglądałaby tak: http://tiny.pl/q298p albo tak: http://tiny.pl/q2984 Niestety, dostaliśmy to, co dostaliśmy. Polska okładka jest pomysłowa, ale nie ciągnie oka i jest po prostu nieestetyczna. Gdybym nie miała pojęcia, że to trzecia część jednego z moich ulubionych cykli, ominęłabym tytuł szerokim łukiem. Właśnie – tytuł. „Eternal” to chyba nie „Zmartwychwstały”, prawda? Po co ktoś tu namieszał? „Wieczny” czy „Nieśmiertelny” brzmiałby dużo lepiej. Co do samej historii… Ło matko. Dobrze, że coś się w końcu rozkręca, ale szkoda, że dopiero w połowie. Początek jest tragiczny – rozlazły i mało porywający. Miałam dłuuuugą przerwę po lekturze „Krwawego orła” i „Brata Grimm”, więc ciężko mi było przypomnieć sobie, kim są konkretne postacie. Trochę mnie to niepokoi, bo pierwsze dwie części czytałam „od tyłka strony” (czyli najpierw drugą, potem pierwszą), a nie miałam z nimi takich problemów. Gdzieś zagubił się błyskotliwy humor autora. „Krwawego orła” czytałam na swoim uczelnianym szkoleniu BHP i zaśmiewałam się wtedy do łez, pokazując książkę innym (pozdrawiam prowadzącego szkolenie ;p). „Zmartwychwstały” dowcipny na pewno nie jest, ale nie jest też straszny. Ta książka jest po prostu przygnębiająca. Sprawę ratuje talent autora. Świetnie pisze. Za każdym razem, kiedy czytam pozycję jego autorstwa, mam skojarzenia z Chattamem. Panowie są różni i ich style także, ale obaj świetnie potrafią budować napięcie i kreślić postacie. „Patrzą” na sceny oczyma swoich bohaterów. Uwielbiam takie podejście. Dodatkowy plus dla autora za odwagę – zanurzył się w dość mrocznej odsłonie historii Niemiec, co było naprawdę oryginalne. Rewelacyjny była też końcówka, nie wspominając o epilogu. Duże brawa. Na uwagę zasługuje również dobrze wykonane tłumaczenie. Klimat książki oddany? Oddany – i to świetnie. Przymknę nawet oko na fragment: „Na twoim miejscu zostałbym na miejscu”. Czas na podsumowanie tej przydługiej opinii. Nie da się ukryć, że „Zmartwychwstały” jest najgorszą z trzech pierwszych części Cyklu hamburskiego. Nie zmienia to jednak faktu, że książka naprawdę trzyma poziom. Może nie jest to elektryzujący thriller, który wciska w fotel i unieruchamia w nim na długi czas, ale naprawdę „coś” w sobie ma. Ta powieść to po prostu niewielka zniżka formy bardzo dobrego autora.