Na psa urok

Na psa urok - Kevin Hearne Niezwykle sympatyczna, choć mało wymagająca lektura. Dla kogo? Na fantastyce znam się bardzo słabo… Ale skoro mnie – beznadziejnej ignorantce w tym zakresie – książka się spodobała, to znaczy, że raczej dla tych, którzy fantastykę kąsają z doskoku. ;) Wydaje mi się, że zatwardziali fani mogą poczuć się nieco rozczarowani. „Na psa urok” to zdecydowanie pozycja z przymrużeniem oka (a dowcip też nie jest jakiś górnolotny), więc część odbiorców może po prostu postrzegać ją jako dość infantylną. Ale co ja wiem, w nogach śpię. ;) Mnie się podobało. Gdyby nie wymuszone przerwy, pewnie pochłonęłabym tekst w pół dnia. Bawiłam się dobrze i jednocześnie odpoczęłam przy lekturze. Mitologie, demonologie i inne pokrewne „-logie” lubię, dlatego pożerałam kolejne akapity z ciekawością. Specem nie jestem, ale jeśli nawet autor rozminął się z ludowymi wierzeniami i wszelakimi religiami, to mu wybaczam, bo i tak całokształt jest potwornie wciągający. Zabierając się za „Na psa urok”, szukałam odprężenia i odskoczni od tego, co czytam przeważnie. Plan został wykonany. I to tak efektywnie, że kolejnymi częściami cyklu również nie pogardzę!