W pogoni za świetlikami

W pogoni za świetlikami - Charles Martin Przedziwna książka. Początek kojarzy się z Picoult (tylko że w męskim i – niestety – nieco gorszym wydaniu), potem powieść zaczyna przypominać thriller, by zakończyć się totalnym chaosem. Sama nie wiem, czy mi się podobało. Ujęło mnie to, że książka pełna jest „męskich” emocji. Uczuć jest sporo, ale pojawiają się „wewnątrz” bohaterów i można je wyczytać z niedomówień i podtekstów. Lubię takie surowe opanowanie, choć nie ukrywam, że niektórym scenom przydałoby się więcej „przypraw”, bo jednak podchodzi się do nich beznamiętnie (a szkoda). Niektóre postacie podczas lektury na dobre zajmują sobie miejsce w serduchu i wyobraźni czytelnika. To one (a nie ich otoczenie) tworzą klimat powieści. Szkoda tylko, że kuleje fabuła. Może mam akurat słabszy dzień, ale nie podobał mi się samiuśki początek i zakończenie. To, co miało wyjaśniać i zamykać całość, trochę rozczarowuje i (grzech główny!) NIE CIEKAWI. Czuję smutność z tego powodu. ;) Jestem pewna, że za miesiąc-dwa zupełnie nie będę pamiętać, o czym była ta książka (nooo, może pozostaną mi w głowie niektórzy bohaterowie). Czy będą ją polecać? Nie. Czy będę chciała do niej wrócić? Też nie. Miło było się jednak zapoznać z taką męską wersją Picoult – nawet, jeśli mnie nie porwała.