Człowiek nietoperz

Człowiek nietoperz - Jo Nesbø Do tej pory przeczytałam jedną książkę Mankella i jedną książkę Nesbø. Wynik rywalizacji? Mankell 1:0 Nesbø. Cieszę się, że nie zdecydowałam się na zakup całego cyklu o Harrym Hole, choć miałam taki zamiar. Kierowana nieufnością do gustów ogółu nabyłam tylko pierwszy tom, na próbę. I chyba na tej jednej próbie się skończy, bo jakoś nie zapałałam miłością do głównego bohatera, a tym bardziej do historii serwowanej przez Nesbø. Harry jest tak beznadziejnie nudny, że człowiek ma ochotę „wejść” w stronice, dać mu plaskacza (z nadzieją, że się dzięki temu ogarnie) i wrócić z powrotem. Nie lubię wyidealizowanych bohaterów, ale tak banalny nałóg też nie jest wyjściem. W tej postaci nie ma absolutnie nic, co przyciągnęłoby moją uwagę. Postacie kobiet w „Człowieku nietoperzu” (wszystkie, bez wyjątku) stanowią jedynie tło dla poczynań mężczyzn. Całkiem papierowe, nic nie wnoszące do świata literatury, a nawet do samej powieści. Wątek romantyczny również nie zachwyca. Bardzo schematyczny - od razu wiadomo, jak się skończy. Zamiast ubarwiać powieść, po prostu w niej przeszkadzał. Jak już ktoś wspomniał, aż dziw bierze, z jaką chęcią i entuzjazmem „tubylcy” dzielą się lokalnymi legendami i baśniami z głównym bohaterem. Normalne zachowanie, a jakże. Kiedy spotkam jakiegoś cudzoziemca, też zaczynam od luźnych impresji na temat Warsa i Sawy, króla Popiela i Wandy, co Niemca nie chciała. Standard. Morderca też jakiś taki… Wypierdek wśród psychopatów. ;) Niby groźny, niby ostro porypany, ale nie wzbudza większych emocji. Jego motywy mnie nie przekonały, podobnie jak zakończenie historii. Nie było źle, ale nie jest to to, co tygryski lubią najbardziej. „Człowiek nietoperz” jest dla mnie poprawnie wyciosanym produktem rzemieślniczym. Ani to przełomowe, ani ciekawe. A już na pewno nie ma podstaw, żeby się tą książką zachwycić.