Bierki

Bierki - Marcin Szczygielski Rany, jakie mieszane uczucia. „Bierki” czytało mi się dużo lepiej niż „Berka”, ale kiedy autor wprowadził piorun kulisty (Serio? SERIO?), zatęskniłam za „Berkową” lewitacją. Mam wrażenie, że „Bierki” są skierowane głównie do odbiorców nastoletnich. Autor skupił się przede wszystkim na problemach młodszych bohaterów, a pisząc o życiu tych starszych i tak wraca do czasów ich młodości. Mimo wszystko książka jest „za mądra” dla typowego gimnazjalisty, a jednocześnie nieco zbyt naiwna dla dorosłego odbiorcy. Znowu sporo jest zbliżeń (taaa, tych cielesnych) między bohaterami, ale czytelnik zostaje o tym ostrzeżony w przedmowie. Cóż, zważywszy na tematykę, można się było tego spodziewać. Zaznaczyć należy, że nie są one jakoś bardzo wulgarne i większość z nich raczej nie razi. Poczucie humoru nie jest tak rozwalające, jak to czasem miało miejsce w „Berku”, ale za to bohaterowie są mniej wkurzający. Czemu? Bo są mniej schematyczni. Szczygielski złagodził tym razem stereotypy i danie stało się bardziej strawne. Mnóstwo sprzeczności, ogromne rozdarcie, ale i tak uważam, że na „Bierki” warto zwrócić uwagę. Choćby po to, żeby się przekonać, jak trafnie autor dobiera tytuły do swoich powieści i jak podstępnie wciąga czytelnika w wykreowany przez siebie świat.