Berek

Berek - Marcin Szczygielski „Uśmiechnięci, współobjęci spróbujemy szukać zgody, choć różnimy się od siebie jak dwie krople czystej wody.” "Berek" to bajka dla dorosłych momentami przekształcająca się w porno (nie tylko gejowskie). Krótko mówiąc – nic porywającego. Jest jednak w powieści coś naprawdę urzekającego, co nie pozwala odłożyć książki przed ukończeniem lektury. Generalnie mam z „Berkiem” mały problem. Mianowicie: bardziej zgadzam się z przedmową niż z samą książką. Zawsze postrzegałam homoseksualistów jako normalnych członków społeczeństwa, którzy po prostu robią psikusa ewolucji. ;) Nikomu do łóżka nie wchodzę, nie obchodzi mnie też, jakie fetysze mają ludzie hetero. ;) Jestem zdania, że tyle jest płaszczyzn w naszym życiu, iż nie powinno się oceniać kogoś tylko i wyłącznie według kryterium orientacji seksualnej. Gej może być profesjonalistą w wykonywanym zawodzie, do tego na przykład świetnym sportowcem i równym kumplem. Czemu więc mam nieodparte wrażenie, że autor książki uparcie wbija czytelnikowi do łba, iż geje definiują się tylko i wyłącznie przez pryzmat własnej seksualności? Wiem, wiem – obie postacie głównych bohaterów miały być skrajnie groteskowe (co, nawiasem mówiąc, czasem bardziej męczy niż bawi). Mimo wszystko dziwi mnie wybór dokonany przez autora… Tyle jest stereotypów na temat homoseksualistów – czemu padło akurat na playboya? Tak czy siak – nie ma się co czepiać. „Berek” był dość przyjemną, odprężającą lekturą. I choć zakończenie nie wgniata w fotel, to kilka razy roześmiałam się w głos, za co dziękuję panu Szczygielskiemu. :) Na koniec dodam tylko, iż w pewnym momencie stwierdziłam, że gdyby główny bohater nie był homoseksualnym playboyem, tylko samotną kobietą o orientacji heteroseksualnej, to „Berek” byłby jedną z wielu mdławych historyjek o poszukiwaniu akceptacji i miłości. Cóż, nie ma co gdybać. „Gdyby babcia miała wąsy…” ;)