Obłęd

Obłęd - Erik Axl Sund Ożeż ty, orzeszku! Chcę więcej! Moje początki z „Obłędem” były ciężkie. Zazwyczaj jest tak, że jeśli coś (film, książka) podoba się ogółowi odbiorców, to ja uważam to za przeciętne. Nie z przekory. Winę zrzucam na mój spaczony gust. ;) Właśnie z tego powodu podchodziłam do książki z dużym dystansem. I jednak był on uzasadniony. Czemu? Znaleziono ciało. Policja zostaje o tym powiadomiona telefonicznie. Zgadnijcie, co? Takkk, policjantka jest całkowicie zaskoczona tym, że nie da się zidentyfikować zgłaszającego, bo dzwoni on z telefonu na kartę. Toż to szok. ;) Poza tym drażniły mnie te małe litery na początku zdań i „wyrzucanie” do osobnej linijki pierwszych wyrazów akapitu (a z takim zabiegiem spotykamy się w niektórych rozdziałach). Wydawało mi się też, że tekst ma nieco nierówny poziom i prawdopodobnie odpowiada za to fakt, że autorów było dwóch. Zupełnie nie rozumiałam, jakim cudem ludzie mogli zarywać nocki nad „Obłędem”, skoro taki rewelacyjny nie jest. A potem miało miejsce jakiś dziwne tąpnięcie. Albo ktoś mi dosypał czegoś do kawy. Nie wiem. W każdym razie wsiąkłam w książkę całkowicie. Zadziwia mnie, jak dwóch autorów płci męskiej mogło wykreować tak ciekawe dwie postacie kobiece, wczuć się w ich psychikę i oddać charaktery. Damn, do tego nie bali się najeżdżać na cały męski ród. Feministką nie jestem, ale gratuluję odwagi. Podobało mi się też, że w pewnym momencie poziom tekstu zaczyna być naprawdę równy i – nie boję się tego stwierdzenia – bardzo wysoki. Konia z rzędem temu, kto podejdzie do lektury beznamiętnie. Ja nie potrafiłam. Na pytanie, czy polecam książkę, odpowiadam głośno i wyraźnie: W ŻADNYM WYPADKU. Po prostu „Obłęd” jest tak mroczny i patologiczny, że nie chcę wyjść na jeszcze większą psychopatkę w opinii publicznej. ;) Ale jeśli ktoś lubi się taplać w wypaczonych psychikach bohaterów, to może się potaplać razem ze mną. ;) Nie wiem, czy to późna godzina, czy też może wydanie książki sprawiło, że tak euforystycznie do niej podchodzę. Mam pewne powody, żeby sądzić, że wydawnictwo „Sonia Draga” chciało mnie znarkotyzować. ;) „Obłęd” ma tytuł nieprzypadkowy – okładka wygląda obłędnie, a mój egzemplarz obłędnie pachnie farbą drukarką. Obłędnie zapowiadają się też okładki kolejnych dwóch części. Które na pewno przewiną się przez moje łapska, tak na marginesie. Obłęd, panie!