Trafny wybór

Trafny wybór - J.K. Rowling Kilka razy w opiniach do „Trafnego wyboru” przewinęło się przysłowie „Z dużej chmury mały deszcz” i faktycznie idealnie oddaje ono to, co sądzę o tej książce. Autorka odważnie weszła do świata bohaterów dorosłych i od razu widać, że nie czuje się w nim najlepiej (albo ja nie czuję się najlepiej, poznając jej wizję). W zasadzie już na samym początku zostajemy wrzuceni w sam środek społeczności Pagford. Nazwiska i imiona postaci mnożą się i mnożą – nie sposób tego od razu ogarnąć. Na szczęście po pewnym czasie zaczęłam kojarzyć, kto jest kim, z kim, z kim chciałby być i kogo spłodził. Stopniowo zaczynałam też zauważać, że ci niepełnoletni bohaterowie są znacznie bardziej dopracowani i ciekawsi niż starszyzna. Obie grupy są jednak wyjątkowo niedojrzałe. Nie wiem, czym miała być ta powieść wg Rowling, ale nie jest to ani thriller, ani sensacja, ani kryminał. Obyczajówka z pewną dozą tajemnicy? Może. Jest tylko jeden problem. Po Rowling oczekiwałam JEDYNIE tego, że „Trafny wybór” będzie na tyle wciągający, iż połknę go niemal natychmiast. Nic z tych rzeczy. O ile z Pottera za wiele odkrywczych wniosków się wynieść nie dało, o tyle cała seria wciągała jak radziecki odkurzacz. Tu… No właśnie. Jedynym, co mnie pozytywnie zaskoczyło, było przemyślane zakończenie. Wątki zostały ładnie pozbierane z ziemi i splecione w efektowny warkocz. Miło. I nawet wzruszająco, choć część podsumowującą powieść i tak można było skrócić. „Trafny wybór” to tak naprawdę swego rodzaju powtórka z „Joylandu”. Podejrzewam, że gdyby drugiej z książek nie napisał King, nie byłoby dookoła niej tak dużego szumu. Podobnie jest z „Trafnym wyborem”. Odejmijmy od książki nazwisko autorki, a zostanie… przeciętność, niestety.