Najlepsze dla mężczyzny

Najlepsze dla mężczyzny - John O'Farrell

Książka zdecydowanie inna od „Może zawierać orzeszki”. Niestety. Jakoś mało w niej polotu, mało rozbrajających momentów. W zasadzie miałam silne skojarzenia z Hornbym (co nie jest w żadnym wypadku wadą, ale liczyłam na bardziej dynamiczny styl). Historia średnio do mnie przemawia. Miała być lekka, a wyszła troszeczkę głupiutka. Całość pachniała mi tandetną komedią familijną rodem z Hameryki. Nie wymagam od lektur z przymrużeniem oka, żeby walczyły o miejsce na półce ze sztuką wyższą, ale fabuła mogłaby czymś zaskakiwać. Tymczasem jest tak emocjonująca jak wymiana żarówki w kinkiecie. No dobra, przyznam się. Powieść była u mnie spalona na starcie. Czemuż to, czemuż – zapytacie? Dlategóż, poniewóż nic mnie tak nie wnerwia, jak wieczni Piotrusie Panowie. A że autor postanowił obsypać głównego bohatera całą stertą upierdliwości typowych dla tego typu mężczyzn, a potem te upierdliwości podkręcić do absurdalnego poziomu… Nie moja wina. ;)