[bubble]

[bubble] - Anders de la Motte „[geim]” – tak, „[buzz]” – tak, „[bubble]” – nie-eee. To, co w poprzednich częściach trylogii można było ścierpieć, tu zostało już wyeksponowane do granic mojej wytrzymałości. HP jaki jest – każdy wie. Raczej ciężko pomylić go z członkiem Mensy. Wydaje mi się jednak, że po tych wszystkich przeżyciach z poprzednich części mógłby chociaż minimalnie…. hm.. dojrzeć? Tymczasem rzuca fakami na prawo i lewo, wciąż zachowując się jak rozpieszczony nastolatek. Przy okazji warto wspomnieć o nadmiarze fraz w języku angielskim. Tytuły rozdziałów – ok. Zwroty, które w języku angielskim brzmią „fajniej” niż w polskim – ok. Ale w tekście aż roi się od zdań czy wyrażeń, dla których spokojnie można byłoby znaleźć chwytliwe odpowiedniki w języku polskim. Absurdalny wydał mi się początek. HP pisze maila opisującego zdarzenia z dwóch poprzednich części do osoby, która o tym wszystkim wie, a nawet pomagała mu w „[buzzie]”. Rozumiem, trzeba było przybliżyć nowym odbiorcom zarys fabuły, a fanom serii przypomnieć, co się działo wcześniej… Ale, hej – my tak na serio? Naprawdę nie można było wymyślić nic innego? Poza tym jest całkiem w porządku. Powieść jest wciągająca, autor nie marnuje czasu na zbędne opisy, a każdy kolejny akapit popycha fabułę do przodu, porywając za sobą czytelnika. Część zdarzeń da się przewidzieć (chociażby na podstawie wcześniejszych części), inne to totalny odjazd. Autora poniosła ułańska fantazja, ale im dalej w las, tym ciekawiej splata ze sobą wątki. W zasadzie ostatnich 200 stron ratuje całą powieść. Klimatycznie są żywcem wyjęte z „[geima]”i „[buzza]”, co powitałam z niemałą ulgą. Nie wystarczy to jednak, żeby zatrzeć niesmak z początku książki – a szkoda, bo zakończenie jest rewelacyjne. Jestem trochę rozczarowana, że tak nierówną pozycją autor kończy świetną, wciągającą i oryginalną serię. Pomysł był dobry, tylko nie zatrybiło wykonanie. Nie chcę wierzyć w to, że panu de la Motte uderzyła sodówa i stał się łasy na sławę, sławę i jeszcze raz pieniądze. Wystarczyłoby poświęcić powieści trochę więcej czasu i bardziej ją dopracować, a nie robić sobie fotki w okularach przeciwsłonecznych na tylną okładkę (yup, jednak sodówa). Apeluję więc – jeśli jest to Wasze pierwsze spotkanie z trylogią, odłóżcie grzecznie „[bubble]” na półkę i niech czeka na swoją kolej. Warto czytać cykl chronologicznie, nie tylko ze względu na fabułę, ale też i na poziom tekstu. Tylko jedno kryterium może przemawiać na korzyść „[bubble]” – okładka, która prezentuje się dużo lepiej niż w przypadku dwóch pierwszych części.