Dziewczyna z Pomarańczami

Dziewczyna z Pomarańczami - Jostein Gaarder,  Iwona Zimnicka Wciągnęło mnie. Dzięki „Dziewczynie…” przypomniałam sobie, czemu tak lubiłam Gaardera. Historia „Dziewczyny…” i moja (a więc nasza – pachnie poważną relacją ;)) sięga czasów, kiedy byłam jeszcze w gimnazjum. Właśnie wtedy książka miała swoją polską premierę. Niestety – nie było mi dane od razu przeczytać powieści Gaardera, choć bardzo tego chciałam. Czy zapomniałam o książce? Nie ma mowy. Chodziła za mną aż do teraz. I właśnie dziś, w hardkowej temperaturze, podczas podróży w busie mogłam spotkać się z „Dziewczyną”. :) Nie żałuję ani chwili czekania. Książka wywołuje ogromne emocje. Z jednej strony pogrąża czytelnika w jeszcze większej depresji (każdy ma teraz depresję, nie oszukujmy się ;)), a z drugiej – chwyta go za ramiona i krzyczy prosto w twarz, żeby wreszcie zaczął żyć, a nie tylko egzystował. Dwie godzinki z Gaarderem to jak seria spotkań z psychologiem. „Dziewczyna…” jest o wielu odcieniach miłości. Miłości do syna. Do ojca. Do przyjaciela. Do partnerki. I wreszcie – o miłości do życia. Chociaż historia sama w sobie wydaje się być nierealna, a wręcz magiczna, odziana została w bardzo prawdziwe przemyślenia. Tam gdzie rozpacz miesza się ze szczęściem, rodzą się takie właśnie uczucia. Wiecie, co jest mocną stroną autora? Obojętnie, jaki jest jego target i do której grupy czytelniczej pisze, tekst trafia do wszystkich. Każdy wyniesie z książki coś swojego. I nie trzeba budować tu rozległych metafor czy przypowieści. Piękno tkwi w prostocie. W prawdziwych emocjach. Panie Coelho – siadaj pan, czytaj i ucz się.