Każdy dom potrzebuje balkonu

Każdy dom potrzebuje balkonu - Rina Frank Straszliwie się umęczyłam. Jeśli będę chciała poczytać o wielokulturowości – wrócę do „Chicago”. Jeśli będę chciała poczytać o Żydach – sięgnę po Ligocką. „Każdy dom…” nie zachwycił mnie niczym. I raczej nie zanosi się, żebym kiedyś wróciła do tej książki. Autorka namieszała z chronologią wydarzeń do tego stopnia, że powieść jest po prostu chaotyczna. Zanim wszystko zacznie się układać w całość, trzeba się nieźle nagłowić, o co w ogóle chodzi. Mieszają się miejsca, czasy, bohaterowie. Może i łatwiej byłoby to wszystko ogarnąć, gdyby powieść była wciągająca. A nie jest. Największą zaletą tej książki jest jej tytuł, a to zdecydowanie nie wystarczy, by nazwać ją dobrą.