Niewidzialne potwory

Niewidzialne potwory - Chuck Palahniuk Kiedy książka obrzydza cię na tyle, że masz ochotę odłożyć ją jak najszybciej, a jednocześnie za nic nie możesz przestać czytać – gratulacje, trafiłeś na twórczość Palahniuka. Przeskok na tytuł. „Niewidzialnym potworem” czuje się główna bohaterka. Pozbawiona seksapilu i dawnej pewności siebie zauważa „zapomniane, starzejące się (…) kobiety, z każdą minutą coraz starsze i coraz bardziej niewidoczne.” To jednak nie koniec. Wszystko, co zatruwa nas od środka – każdy żal, każdy nierozwiązany problem – jest naszym niewidzialnym potworem. Sami je produkujemy. Przeskok na bohaterów. Perfekcja nikomu się nie podoba. Do nikogo nie trafia, jest nudna. Przygotuj się na szereg ułomności. Na pasmo dewiacji, wynaturzeń. Tu, gdzie kończą się plastikowe kobiety z reklam, zaczyna się to, co naprawdę cię kręci. Prawda zapakowana w grube zwoje groteski. Żaden z bohaterów nie jest tu rzeczywisty, a jednocześnie każdy jest zbyt prawdziwy, by być fikcyjnym. Przeskok na konstrukcję. Chronologia? Jaka chronologia? Daty i miejsca nic nie znaczą. Liczą się zdarzenia, ludzie, emocje. Wszystko dzieje się teraz. Wszystko dzieje się tu. Z każdą kolejną stroną taki stan rzeczy staje się coraz mniej irytujący, aż w końcu zaczyna być jednym słusznym. Przeskok na treść. „Niewidzialne potwory” są gorzką, ironiczną powieścią o akceptacji. O rozpaczliwym poszukiwaniu stabilizacji tam, gdzie nie można nawet mówić o normalności. O tak potężnym pragnieniu codziennego szczęścia, że jakiekolwiek inne wartości przestają się liczyć. Książka to zbiór spostrzeżeń na różne tematy. Niezwykle trafnych. Przeskok na odczucia. Nie wiem, czy powieść mi się podobała. Nie wiem, czy mnie obrzydziła. Nie wiem nawet, czy zrozumiałam wszystko, co chciał przekazać mi autor. Bardzo podoba mi się to uczucie niepewności. W końcu pisarz zasiał w moim umyśle coś, na co nie byłam przygotowana. Na pewno powrócę do historii, by zrozumieć ją na nowo. I to nie raz. Pokaż mi prawdę. Pokaż mi chaos. Pokaż mi siebie. Błysk.