Bajki w świecie biznesu Mroczna prawda o fałszowaniu sprawozdań

Bajki w świecie biznesu Mroczna prawda o fałszowaniu sprawozdań - Jackson Cecil W. Pozycja, jak to ładnie ujął jeden z moich wykładowców, należy do „beletrystyki rachunkowości”. Ani to książka stricte naukowa, ani czytadło. Taki kundelek z pogranicza. Żeby czerpać z niej w pełni, trzeba jednak mieć chociaż elementarną wiedzę z dziedziny finansów, rachunkowości i zarządzania. Dla siedzących w temacie: Trudno mi się było oprzeć wrażeniu, że książka momentami kładła większy nacisk na zarządzanie finansami niż na aspekty sprawozdawczo-księgowe. Jednakże te drugie w żadnym wypadku nie zostały potraktowane po macoszemu. Historia każdej ze spółek została szczegółowo opisania. Opisowi temu towarzyszą zastosowane sztuczki księgowe i ich sygnały. Tym sposobem poznajemy dokładniej szaleństwa sprawozdawcze Enronu, WorldCom czy Sunbeamu. Pokazane jest dokładnie, jak nawalali kolejni „strażnicy” – rady nadzorcze, audytorzy wewnętrzni i zewnętrzni, banki i analitycy. Wszystko ujęte zostało wręcz łopatologicznie i faktycznie może stanowić pewną przestrogę („Don’t do it at work!”). Dość istotna informacja: mówimy o regulacjach US GAAP, ponieważ wszystkie historie dzieją się w rzeczywistości amerykańskiej. Poza tym książka wydana została w roku 2006 (w Polsce – 2008), więc większość dygresji autora opiera się o normy sprzed kryzysu. Dla laików: Jeśli pracujecie w firmie, gdzie zespół menedżerów zaczyna się dobrowolnie wykruszać, to wiedzcie, ze coś się dzieje. Jeżeli wewnętrzna audytorka cały czas pije melisę, lata codziennie do gabinetu prezesa i wreszcie sama rezygnuje, to wiedzcie, że coś się dzieje. Jeśli firma poza oficjalnym systemem księgowym posiada też rozbudowany system ewidencji pozaksięgowej – wiedzcie, że coś jest na rzeczy. Jeśli dodatkowo nie macie żadnego wpływu na zarządzanie w spółce, to szybciutko zacznijcie szukać sobie nowej pracy. A potem przeczytajcie tę książkę i mi podziękujcie. ;) Podsumowując – czytało mi się dość dobrze i - jak na książkę branżową - stosunkowo szybko. Postać Ala Dunlapa rozbawiła mnie niemal do łez. Gość wyprawiał takie cyrki, że głowa mała. Robił dokładnie to, czego robić był nie powinien. Aż dziw bierze, że w tamtych czasach uchodził za światowej sławy geniusza. Również pokrętne losy osławionego Enronu wciągnęły mnie bez reszty. W książce brakowało mi jednak wskazówek, co można było zrobić, żeby ratować firmy w poszczególnych etapach ich działania. I bez tego jednak „Bajki…” są świetną pozycją, do której prawdopodobnie jeszcze powrócę.