Adios Muchachos

Adios Muchachos - Daniel Chavarria Dobijcie mnie, bo mnie się podobało. :D Fabuła – w dużej mierze przewidywalna. Zwrotów akcji – brak. „Momenty” – niekiedy tak na siłę udziwnione, że aż żałosne. A mimo to… nie da się odłożyć książki przed przeczytaniem ostatniej strony! Wydaje mi się, że najmocniejszą stroną „Adios Muchachos” są bohaterowie. Kolorowi, na swój sposób szaleni, a Alicia i jej sposób pojmowania życia oraz „biznesu” powalają na kolana. Do tego dochodzi wyzwolona mamuśka naszej rowerowej dziwki i szef Victora, który też okazuje się być całkiem ciekawą postacią. Panie, takie rzeczy tylko na Kubie! Jako że pewnie całkiem spore grono użytkowników zastanawia się nad przeczytaniem tej książki tylko dla scen erotycznych, informuję, że to całkiem nie tak. ;) Jest ich dosyć sporo (zwłaszcza na początku), niektóre są wręcz chore (paradoksalnie - jednocześnie nudne, przynajmniej moim zdaniem), ale większość ma swoje wytłumaczenie fabularne. Opisy raczej nie mają na celu pobudzenia wyobraźni czytelnika, bo są „suche”. Znaczna ich część przedstawia stosunek jako czynność stricte mechaniczną. Co do wątku kryminalnego… No cóż. Więcej tu komedii niż napięcia. Nie zmienia to jednak faktu, ze przyjemnie się to czyta. Nawet, jeśli wiadomo, jak całość się skończy. A wiadomo. Chyba, że ktoś wcześniej w ogóle nie miał do czynienia z kryminałami, pod żadną postacią. Tak czy siak, książkę scharakteryzowałabym bardziej jako komedię kryminalną niż thriller „pornologiczny” (bo takiż właśnie neologizm zrodził się w pewnym momencie w mojej głowie). Mało tego. Wydaje mi się, że na podstawie książki mógłby powstać całkiem przyjemny film. Nie byłoby to arcydzieło, ale obraz trzymałby poziom powyżej przeciętnego. Na koniec kilka słów o okładce. To nie jest tak, Drodzy Panowie, że tylko Wasze oko ciągnie, o nie. ;) Zauważyłam, że w empiku bardzo często przyciągała też uwagę pań, i to w różnym wieku. Ja powiem tylko jedno – fajnie się na to patrzy, ale mam nadzieję, że to photoshop. Bo jeśli nie, to właśnie pojawiło się w moim życiu nieznane mi dotąd zjawisko – kompleksy. :D