Medaliony

Medaliony - Zofia Nałkowska „Ludzie giną na wszelkie sposoby, wedle wszelkich kluczów, pod każdym pretekstem. Wydaje się, że nie żyją już wszyscy, że nie ma się przy czym upierać, nie ma przy czym obstawać.” Książka wstrząsająca. Tym bardziej wstrząsająca, im większą człowiek ma świadomość, że opowiadane historie są prawdziwe. Czyli ze strony na stronę bardziej… Naczytałam się w życiu thrillerów. Horrorów. Sensacji. Byłam świadkiem przeróżnych fikcyjnych masakr w literaturze. Wczuwałam się w postacie psychopatów. Seryjnych morderców. Dopiero Nałkowska przyprawiła mnie o dreszcz obrzydzenia. Cieszę się, że w liceum przeczytałam jedynie fragmenty tej książki. Odczekałam szmat czasu, dojrzałam, zdystansowałam się. Warto było. Kiedy nie traktuje się „Medalionów” jak kolejnej szkolnej lektury do odhaczenia, zyskują całkiem nowy wymiar. Nie są już porcją materiału do rozbicia na części pierwsze, a potem – do zanalizowania i interpretacji. Nie. Są całością. I albo umysł czytelnika przyswoi tę całość, albo ją wyprze. Szkoda, że nie można wymazać czegoś z kart historii tak łatwo, jak z własnego umysłu. Ten horror naprawdę miał miejsce. I to właśnie poraża najbardziej. PS Coraz bardziej cenię sobie autorkę. Trafia do mnie zarówno w „Granicy”, jak i w „Medalionach”. Celnie. Obojętnie, czy wyraża się kwieciście, czy krótkimi, na pozór beznamiętnymi zdaniami. Czy posługuje się krótką formą literacką, czy długą. Wiem, że ma coś do powiedzenia i rozumiem, co chce mi przekazać. „Czuję” jej twórczość, rewelacyjną zresztą. Chapeau bas.