Trzy wiedźmy

Trzy wiedźmy - Terry Pratchett Nigdy w życiu nie sądziłam, że będę żałować, iż tak słabo znam twórczość Szekspira. A już na pewno jest jakaś ironia w tym, że chciałabym lepiej znać Szekspira, żeby zrozumieć Pratchetta. :P Tak, tak - po krótkiej przerwie powróciłam do „Świata Dysku”. I co? I od razu zetknęłam się z Pratchettem w szczytowej formie. Jest błyskotliwie i jest z jajem. A że niektóre teksty nie tylko bawią, ale też zaskakują (i może właśnie dlatego bawią podwójnie), to miałam nieprzeciętną radochę. Pluję sobie w brodę, że z powodu własnej ignorancji nie wychwyciłam pewnie całej masy nawiązań do klasyki literatury. Trudno – będzie okazja, żeby wrócić do „Trzech wiedźm” po nadrobieniu zaległości. Wydawać by się mogło, że Szekspirowski klimat, choć smakowity, nie pasuje do uniwersum „Świata Dysku”. Nic bardziej mylnego. Całość komponuje się idealnie. Cóż, jak się okazuje - niedaleko pada Pratchett od Szekspira. :)