Zagubiona przeszłość

Zagubiona przeszłość - Jodi Picoult Jest źle. Gorzej niż źle. Do tej pory książki pani Picoult czytałam jedynie w formie wirtualnej. Ta jest pierwszą, którą zakupiłam w wersji papierowej. I teraz… CHCĘ WIĘCEJ! :) Jeśli kiedyś na mojej drodze pojawią się pockety, kupię je na bank. A to dlatego, że do tych książek po prostu się wraca. Chciałabym postrzegać świat tak, jak robi to autorka. Zupełnie, jakby czuła dwa razy bardziej niż przeciętny człowiek. Jej książki są takimi miękkimi fotelami dla mojego umysłu. Intelektualnie się w nich zatapiam, a jednocześnie regeneruję, odprężam. To wszystko, co autorka stara się nam przekazać… Ludzie, uczucia… Wydają się być takie prawdziwe. Nikt inny nie potrafi tak pięknie pisać o emocjach: trafnie ubierając je w proste zwroty, słowa, sformułowania – a jednocześnie niczego nie szufladkując. Powieść być może nie jest tak zaskakująca jak „Bez mojej zgody”, ale równie celnie i z taką samą siłą uderza we wrażliwość czytelnika. Fabule w zasadzie nie można nic zarzucić, jednak kilka motywów pachniało Hollywoodem. Na szczęście Picoult potrafi przedstawić je tak, żeby nie podtykać odbiorcy pod nos łzawej, groteskowej opowiastki. „Zagubiona przeszłość” to najbardziej Grishamowa książka Picoult, jaką kiedykolwiek było mi dane czytać. A do tego piękna. Poruszająca. Przenikająca do pamięci czytelnika już na zawsze. I – jeśli o mnie chodzi – spokojnie może sobie tam zostać.