A miało być tak spokojnie

A miało być tak spokojnie - Anna Makos Moje trzecie starcie z audiobookami. O jeżu, jakie to było słabe. Nie dałam rady przemęczyć pozycji do końca (a do tej pory pokonała mnie jedynie „Ferdydurke”). 1. Audiobook Panią Olgę Bończyk kojarzę nie tyle z jej dorobku filmowego (raczej unikam oglądania telewizji), co z miłej barwy głosu. I faktycznie, wszystko byłoby ok., gdyby nie te strasznie irytujące momenty, kiedy czytająca brała oddech. Życie jest życie, lektor oddychać musi, ale niech nie nabiera powietrza jak ryba wyciągnięta z wody. :D Ponadto mam wrażenie, że pani Olga na początku trochę postarzyła główną bohaterkę i zrobiła z niej zmanierowaną i wyniosłą czterdziestolatkę. Później z kolei Maja przeobraża się w głupiutkiego podlotka. Dziwnie się tego słucha. 2. Tekst Wydaje mi się, że powieść jest zupełnie o niczym. Nie ma żadnych znaczących zwrotów akcji, nic się nie dzieje, a bohaterowie są nudni i nierealni. Główna bohaterka na początku jest straszną desperatką i wszystkim zazdrości związków. Sama książka, choć przepełniona zapachami, smakami i barwami, miast grać na zmysłach, zaczyna przypominać książkę kucharską. Zbyt wiele tego wszystkiego, miałam percepcyjny przesyt. Reasumując - płytkie, nudne, bez polotu. Jeśli zawiera wątki autobiograficzne, to gratuluję autorce przyjemnego życia i sensualnego postrzegania świata, ale niekoniecznie musiała się tym dzielić z czytelnikami. Natomiast forma audiobooka sprawia tylko, że książkę przyswaja się dłużej, a do tego cały ten proces jest bardziej monotonny.