Obietnica mroku

Obietnica mroku - Maxime Chattam „Złoty chłopiec suspensu” powrócił. I to w pełnej chwale. Książka ma prawie 500 stron, a spokojnie dałoby się ją przeczytać w kilka godzin. Byłam wściekła na samą siebie, że muszę sobie zrobić przerwę na sen. Gdybym mogła, z chęcią zarwałabym nockę. Okazuje się, że da się napisać powieść o takiej objętości BEZ ŻADNEGO NUDNEGO FRAGMENTU. W tym momencie większość autorów thrillerów powinna paść na kolana i bić pokłony, bo niewielu potrafi dokonać takiej sztuki. „Obietnica mroku” ma wszystko. Ma fabułę, ma klimat i oryginalność. Powrócił Chattam, jakiego znamy z „Trylogii Zła”. Złożona warstwa psychologiczna, doskonała narracja. Postacie tak bardzo NIEpapierowe, że można się całkiem zatracić w przedstawianej przez autora historii. Historii mrocznej, bolesnej i brutalnej. Ale też do złudzenia prawdziwej. To przerażające, z jaką wnikliwością Chattam analizuje ludzkie pragnienia i potrzeby, nawet te najbardziej pierwotne. Rozczarowujących „Drapieżców” można już spokojnie puścić w niepamięć. Chattam wciąż jest w dobrej kondycji. Dobrej? Świetnej! I mam ogromną nadzieję, że długo w niej pozostanie.