Wąsy

Wąsy - Emmanuel Carrere Faktycznie. Im dalej w „Wąsy”, tym więcej Topora. :) Choć prawdopodobnie nie jestem właściwą osobą do wydawania takich osądów (mój kontakt z Toporem ograniczył się do „Chimerycznego lokatora”), to jednak pewnych podobieństw nie da się nie zauważyć. Otóż, Moi Drodzy, zaczynamy od sprawy przyziemnej i błahej – główny bohater, chcąc zrobić żarcik swej ukochanej małżonce, goli wąsy, które towarzyszyły mu od wielu lat. Psikus zaczyna się robić nieco makabryczny, kiedy zarówno żona, jak i przyjaciele, nie zauważają żadnej zmiany w wyglądzie Marca. Główny bohater zaczyna sądzić, że przekorna Agnes sama zareagowała żartem na jego dowcip, wciągając w to ich wspólnych znajomych. I tu zaczyna się problem. Małżonka wydaje się być prawdziwie przerażona sugestiami Marca, a on sam czuje się coraz bardziej niepewnie. Któreś z nich zwariowało. Pytanie tylko – które? Tymczasem do obłędu obojga już o krok… Chyba coś ze mną nie tak, bo lubię takie wypaczone klimaty. :) Groteska jest, ale w poskromionych ilościach i nie wylewa się na czytelnika całymi dzbanami. Bohaterowie też wydają się być całkiem sympatyczni, obojętnie, jakie emocje by nimi nie targały. Czy w takim razie polecam? Cóż, „Chimeryczny…” to to nie jest. U Topora napięcie stopniowo narastało. I tutaj też. Ale w pewnym momencie mamy dziwne załamanie fabularne. Ostatnie 50 stron wlokło się i wlokło do tego stopnia, że do zakończenia podeszłam całkiem beznamiętnie. Utwór ma bardzo prostą budowę – w sumie jest to nowela, bo wszystko kręci się wokół jednego wątku. Gdyby autor postanowił uciachać objętość o te 25%, to wyszłoby to książce tylko i wyłącznie na dobre. Dlatego też nie polecam, ale uważam, że z braku laku można się z pozycją zapoznać. Ot, żeby np. wgryźć się w specyficzny klimat nakreślony przez autora.