[geim]

[geim] - Anders de la Motte Gość o ksywce HP jest życiowym przegrańcem. Trzydziecha na karku, jako takiej stabilizacji brak, a pokory w nim za grosz. Gdzieś w wąskim umyśle naszego HP tli się przeczucie, że świat go nie docenia. Nagle w jego życiu pojawia się dziwny telefon. Czy chce zagrać w grę? Pff, czy to jakiś żart? Oczywiście, że tak. Nikt nie będzie z niego drwił. Nie z HP. Między Bugiem a prawdą, to chyba właśnie sama postać głównego bohatera jest najsłabszym elementem powieści. Żeby nie było – koleś musiał zostać wykreowany na lekko opóźnionego, żeby fabuła „zatrybiła”. Jest to więc w pełni uzasadnione i tego się czepiać nie będę. Bardziej irytował mnie brak konsekwentności w tworzeniu tej postaci. Osiągnięcia intelektualne HP lecą taką sinusoidą, że ciężko za nimi nadążyć. Czasem autor robi z niego skrajnego kretyna (chociażby w momencie, kiedy nasz bohater dowiaduje się, czym naprawdę jest gra), innym znów razem przypisuje mu niesamowite zdolności kojarzenia faktów. Trochę to męczy, ale ostatecznie da się przyzwyczaić do takiej kreacji postaci. Niektórym czytelnikom będą też pewnie przeszkadzać liczne wulgaryzmy i anglojęzyczne wstawki. Spokojnie jak na wojnie. Wszystko jest do strawienia. Cały myk polega na tym, że wydarzenia w książce przedstawiane są z punktu widzenia (a raczej: "zza pleców") dwójki bohaterów. Słowne wybryki charakterystyczne są raczej dla samego HP. W momencie, kiedy na pierwszy plan wysuwa się Becca, styl wypowiedzi zupełnie się zmienia. Zostało to zrealizowane bardzo sprawnie i mnie osobiście odpowiadało. Nie było to może zagranie na miarę narracji wieloosobowej u Picoult, ale autor świetnie sobie poradził. Ba, dzięki takiemu rozwiązaniu udaje mu się kilka razy pogrywać z czytelnikiem i naprawdę podkręcić tempo thrillera. Nie będzie chyba niespodzianką stwierdzenie, że najsilniejszą składową powieści jest fabuła. Pomysł na książkę jest rewelacyjny. Wykonanie pozostawia troszkę (naprawdę niewiele) do życzenia, ale nie oznacza to, że jest słabe. Wręcz przeciwnie. Historia potwornie wciąga i w chwili obecnej – kilkanaście minut po zakończeniu lektury – spokojnie mogłabym wziąć „[geim]” do ręki i zacząć czytać jeszcze raz. Cieszę się bardzo, że razem z częścią pierwszą zakupiłam od razu część drugą, bo najzwyczajniej w świecie zżera mnie ciekawość, co będzie dalej. A to jest chyba najlepszą rekomendacją. So… Wanna play a game? ;)