Dobre dziecko

Dobre dziecko - Roma Ligocka Tak jak nie ciekawią mnie autobiografie, tak „Dobre dziecko” wciągnęło mnie bez reszty. Pewnie to ignorancja z mojej strony, ale wcześniej nie słyszałam o kimś takim, jak pani Roma Ligocka. Straszny, niewybaczalny błąd. Gdybym chciała napisać, o czym jest ta książka, dostałabym kompleksów. Powieść jest tak wielowątkowa i wielopłaszczyznowa, że jakakolwiek próba stworzenia krótkiego opisu spaliłaby na panewce (nie mówiąc już o tym, że byłaby zwykłą obelgą dla autorki). Chociaż zwykle zwracam uwagę na technikę pisarza/pisarki, tutaj nie byłam w stanie. Ta książka to przede wszystkim olbrzymi ładunek emocjonalny. Odczucia, stany i doznania atakują czytelnika ze wszystkich stron. Niektóre z nich są tak złożone i tak niecodzienne, że ciężko znaleźć dla nich jakąś sensowną nazwę. Chociaż wyraźnie czuć ich obecność, raczej nie da się ich zaszufladkować. Postacie. Po tych wszystkich thrillerach i powieściach fantastycznych uderzyło mnie to, co w biografiach jest najsilniejszą stroną. Autentyczni bohaterowie, zmagający się z prawdziwymi problemami. Relacja autorki z własną matką jest tak silna i destrukcyjna jednocześnie, że nie można obok niej przejść obojętnie. To dziwne, że coś, co jest tak toksyczne, może być jednocześnie jedyną siłą, która trzyma nas przy życiu. Pozycję polecam wszystkim nastolatkom, którzy sądzą, że mają ciężko, bo rodzice nie kupili im iPada. Wybierzcie się z autorką na mentalną wędrówkę do przeszłości i zrozumcie, co naprawdę jest ważne w życiu. Bo bywały w historii i takie czasy, kiedy największym marzeniem ludzi w Waszym wieku był własny kąt i chociaż szczątkowe poczucie bezpieczeństwa.