Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści

Moje pierwsze samobójstwo i dziewięć innych opowieści - Jerzy Pilch A mnie się wydaje, że ironia, którą wszyscy w tej książce widzą, że ten cały dystans, to niezła przykrywka jest. Pan się grodzi, Panie autorze. Pan się osłania. Pan się w tym całym pancerzyku sarkazmu chowa przed czymś, czego zidentyfikować nie jestem w stanie. Jest w Pilchu jakiś niepokój, jakieś rozedrganie, jakaś tęsknota za tym, co już było, a jednocześnie pogodzenie z faktem, że nigdy nie powróci. Narrator we wszystkich chyba opowiadaniach CZEGOŚ poszukuje, ale ciężko jednoznacznie zdefiniować, czym tajemnicze TO jest. Bijący z książki brak poczucia bezpieczeństwa i jakiejkolwiek stabilizacji stopniowo wypełnia umysł czytelnika i wnika mu pod skórę, by już po chwili schować się za potężną dawką sentymentu i rozrzewnienia. Do teraz nie wiem, czy przypadkiem nie nadinterpretuję. Co z tego? Jestem czytelnikiem, a – jako czytelnik – mam prawo odczuwać książkę na wszelkie możliwe sposoby. Czytając „Moje pierwsze samobójstwo…” miałam wrażenie, że wracam do lektury „Sklepów cynamonowych” Schulza (tylko mniej onirycznych, a bardziej realnych i erotycznych). Nie wiem, czy to plus, czy minus – po prostu tak było. Świadczy to o jednej, dość istotnej rzeczy – nie można powiedzieć o stylu Pilcha, że jest nijaki. Dość przyjemnie czytało się teksty utrzymane w tej niecodziennej i mało już chyba popularnej konwencji. I te błyskotliwe komentarze w przypisach – miód. Jeśli jednak ktoś oczekuje po zbiorze opowiadań nagłych zwrotów akcji, srogo się zawiedzie. Fabuła, owszem, jest – toczy się powoli i delikatnie. Zamiast miażdżących zmysły wybuchów i wielkich tajemnic, mamy wspomnienia. Czyje? Autora i nie-autora. I nigdy nie wiadomo, gdzie prawdziwy Pilch się kończy, a gdzie fikcyjny Pilch się zaczyna.