Spadkobiercy

Spadkobiercy - Kaui Hart Hemmings Gdybym była Comic Book Guy’em z „Simpsonów”, powiedziałabym tylko jedno: „The worst translation ever!”. Jakieś literówki, jakieś źle przetłumaczone żarciki… Ja wiem, że promocja, że z „Biedronki”, że wydanie kieszonkowe, ale przynajmniej przeciętny poziom można było trzymać… Nie to jest jednak najgorsze. Tym, co sprawiło, że miałam ochotę wziąć długopis i sama dopisywać fragmenty książki, był główny bohater. Nagroda w kategorii „Papierowy Ludzik Roku”. Gościowi świat się wali, natychmiast musi odnaleźć się w roli prawdziwego ojca, czekają go poważne wybory dotyczące rodowego majątku… Tymczasem jego życie wewnętrzne można porównać do refleksji przeciętnej łyżki stołowej. Wszystkie postacie ukazane w książce były bardziej barwne, wyraziste i racjonalne od niego. Matt strasznie irytuje, a jego przemiana wydaje się być mało wiarygodna i niepłynna. Książkę ratuje w zasadzie zakończenie. Przemyślane. Metaforyczne. Łączące podniosły nastrój z prozą życia. Naprawdę… „ładne”. Takie, które po lekturze pamięta się jeszcze przez długi czas. Niestety, twarz Clooney’a na okładce nie sprawi, że powieść będzie się podobać wszystkim. Mnie się nie podobała, co nie oznacza, że czas przeznaczony na lekturę był czasem straconym. Niektóre idee płynące z książki są naprawdę krzepiące i dają niezłego kopa w rzyć. :)