Trucizna

Trucizna - Andrzej Pilipiuk Najnudniejsza książka, jaką ostatnio czytałam. Do fanów Pilipiuka, mimo usilnych starań znajomych, zdecydowanie się nie zaliczam. Uważam jednak, że autor ma swoje „momenty”. W „Truciźnie” takich „momentów” było przerażająco mało. Uśmiechnęłam się dosłownie dwa razy. Książka ma objętość 350-ciu stron. Statystyka nie wygląda dobrze. Podziwiam autora, że tak odważnie eksploatuje postać Wędrowycza. Wydaje mi się, że wszystko, co mogło być zaskakujące i magnetyzujące w tym bohaterze, już dawno zostało przelane na papier. Chyba czas już dać spokój naszemu egzorcyście-bimbrownikowi. Niech śmiga sobie po literackim świecie w spokoju, bez żadnych obserwatorów na karku. ;) Na koniec chciałabym napisać kilka pozytywnych słów chociaż o samym wydaniu książki, ale nie potrafię. Nie spodobała mi się nawet okładka. Ilustracja jest ohydna. Nie przypadł mi też do gustu dobór kolorów. Nie lepiej jest z grafikami w środku. Trochę się boję oceniać tak lubianego przez wielu autora na 2/10. Niestety – jakakolwiek inna ocena byłaby jednak niezgodna z moimi odczuciami. Przykro, oj, przykro mi, że oryginalna, kolorowa postać, jaką bez wątpienia jest Wędrowycz, tak brzydko starzeje się pod względem literackim.