Agatha Raisin i ciasto śmierci

Agatha Raisin i ciasto śmierci - M. C. Beaton „… i ciasto śmierci” – czyta szary, zwykły czytelnik i od razu wie, że tego kryminału nie będzie traktował poważnie. Niektórzy jednak – w tym ja – mają nadzieję, że za tym kiczowatym tytułem kryje się powieść warta uwagi i lekkomyślnie przystępują do lektury. Błąd. W tej książce irytuje dosłownie wszystko, a już na pewno mdława, niesympatyczna postać głównej bohaterki. Nieważne, że w ramach opowiadanej historii przechodzi cudowną przemianę. Agatha wkurza mnie dokładnie tak samo na początku, jak i na finiszu. Szczytem idiotyzmu są dialogi. Na bardziej emocjonalne wypowiedzi można trafić nawet w komiksach. Czytało się to strasznie. Mój mózg, podejmując próby wizualizacji scen dialogowych, podsuwał mi obrazy rodem z „Trudnych spraw” czy innych „Pamiętników z wakacji”. Narracja i wątki poboczne! Kolejny „pain in the ass”. Przez większość czasu poświęconego lekturze miałam wrażenie, że czytam jakieś koszmarnie długie opowiadanie spłodzone przez 13-latkę na zaliczenie z języka polskiego. W przerwie między lekcjami. Na kolanie. I wisienka na torcie. Morderca. Rozwiązanie zagadki jest tak banalne, że odrzuciłam je na samym początku. Nigdy, przenigdy nie zdecydowałabym się na nie, będąc autorką. Szczerze mówiąc, fabuła tak mnie wymęczyła, że im bliżej zakończenia, tym bardziej obojętne mi było, kto zabił. Skoro w przypadku gier komputerowych można określić coś takiego jak „grywalność”, to książki można równie dobrze ocenić pod względem „czytalności”. I w tej dziedzinie pozycja zgarnia ode mnie jedynie 2/10.