Drapieżcy

Drapieżcy - Maxime Chattam

Chattamie, Chattamie, cóżem Ci uczyniła, że mnie tak każesz?

 

Książka jest utrzymania w klimacie „Trylogii Zła”, ale chyba tylko na klimacie podobieństwa się kończą. Jakie są grzechy główne „Drapieżców”?

 

1) Główni bohaterowie. Masakramasakramasakra i jeszcze trochę masakry. O jeny, jakież oni mają "skomplikowane" portrety psychologiczne. Niestety - banał za banałem. W dodatku ma się wrażenie, że ich osobowości składają się ze strzępków postaci występujących w przeróżnych innych filmach czy książkach. Wszystko już gdzieś było. Może nie dokładnie tak, może nie w takiej konfiguracji – ale było.

 

2) Przewidywalność. Wiedziałam, kto zabija, już od momentu, kiedy postać pojawiła się w utworze. Nie wiem, czy kiedykolwiek udało mi się rozwiązać zagadkę morderstw tak szybko. A przecież w thrillerach chodzi właśnie o to, żeby być niepewnym. Żeby wątpić. Żeby dać się zaskoczyć na finiszu. Pod tym względem w powieści jest gorzej niż źle.

 

3) Teoria zła. To, co w Trylogii było świetnie nakreślone, tu wydaje się już być przekombinowane. I te teorie Ann. W poprzednich książkach Chattama z ciekawością chłonęłam to, co na temat zachowań ludzkich mieli do powiedzenia bohaterowie. W „Drapieżcach” odpuszczałam sobie całe partie tekstu.

 

4) Książka jest po prostu nużąca. Końcówkę czytałam w wydziałowej kafeterii i w pewnym momencie bardziej mnie interesowało, jaką kawę zamawia gość obok mnie, niźli los głównych bohaterów. A zaznaczyć należy, że byli wtedy w niezłych opałach. Może się z nimi zupełnie nie zżyłam, może zakończenie było przewidywalne, może książka zmęczyła mnie już przed finiszem. Nie wiem.

 

Szczerze? Obiektywnie rzecz biorąc, niektórym czytelnikom thriller mógłby się nawet podobać. Niecodziennym rozwiązaniem była wojna w tle. Wojna bez nazwy. Bo nie jest istotne, o jakiej wojnie mówimy. Ważne są realia. Ważni są ludzie. Ważne są też ich odczucia, instynkty i reakcje. Przywykłam już jednak do tego, że dla mnie Chattam = fajna warstwa psychologiczna + zaskoczenie + klimat = jakość. A tu tej jakości po prostu zabrakło. Jeśli nie mieliście do tej pory do czynienia z autorem, to możecie sobie dodać do oceny jedną gwiazdkę. Ja „uciachałam” ją za rozczarowanie. Mam nadzieję, że „Drapieżcy” są tylko wstydliwym błędem w sztuce pisarskiej Chattama i za pewien czas nikt nie będzie o nich pamiętał. Oby tak było. Bo ciężko będzie mi znieść kolejną wpadkę „złotego dziecka suspensu”.