Adrian Mole lat 39 i pół. Czas prostracji

Adrian Mole lat 39 i pół. Czas prostracji - Sue Townsend Główny problem z Adrianem jest taki, że gość po prostu nie dorasta. Z czterdziechą na karku zachowuje się tak, jakby wciąż miał lat 14. Wiem, rozumiem, a nawet czaję, że taki miał być urok tej postaci. Ale mnie, jako czytelnika starasznie upierdliwego, taki stan rzeczy najzwyczajniej w świecie irytuje! Z tej powieści zupełnie nic się nie wynosi. Opinia z okładki: „To najbardziej szczera – i najbardziej wzruszająca – książka o życiu z rakiem, jaką można sobie wyobrazić” jest kompletną bzdurą. Redaktor „The Telegraph” i ja czytaliśmy chyba dwie całkiem inne pozycje. Choroba Adriana wprawdzie przez cały czas przewija się w tle, ale jest tak samo ważna, jak pozostałe wątki w książce. Nie mam pojęcia, które fragmenty miały wzruszać - u mnie chyba wywaliła je korekta. Skąd zatem ocena 5/10? Świetna okładka. Beż połączony z chabrem. I do tego ta przewrotna graficzka na przedzie. Bardzo udane zestawienie, aż chce się brać książkę do ręki. Warto wspomnieć, że „Czas prostracji” był zdecydowanie lepszy niż „Męki dorastania”, które również miałam okazję czytać. Trochę mniej naiwny. No i powiedzmy, że tematyka też jakby bardziej poważna. Dodatkowo przewijający się w tle kryzys finansowy. Gratka dla osób, które interesują się ekonomią. A kreowanie finansisty na aroganckiego, próżnego dupka? Całkiem udane (nie obrażać się, sama studiuję finanse :D). Co jeszcze? Miłość głównego bohatera do książek i słowa pisanego… Nie jest to może takie uczucie, jakim karmi nas w swych książkach Zafón, ale równie ciepłe. I należy to uszanować. Reasumując - „Czas prostracji” jest książką na jeden raz. Ale przynajmniej ładnie wygląda na półce.