Jesień cudów

Jesień cudów - Jodi Picoult Pomysł bardzo ciekawy, ale niestety lekko skaszaniony. Po raz pierwszy widzę sytuację, kiedy Jodi Picoult nie wykorzystuje potencjału narracji wieloosobowej. Przecież tak świetnie umie się nią posługiwać! W pozostałych znanych mi książkach jej autorstwa jesteśmy „przerzucani” między punktami widzenia różnych postaci dość energicznie. Tutaj… No cóż, miejscami jest po prostu statycznie i nudnawo. No i ten „och-ach” wątek romantyczny. Słodziachno, ale dla mnie – już nieprzyswajalnie. Autorka nie zawiodła natomiast, jeśli chodzi o przygotowanie do tematu. Naprawdę cenię ją za rzetelność. Jakiejkolwiek tematyki się nie dotknie, po tekście widać, że spędziła wiele godzin na pogłębianiu wiedzy z danego zakresu. Dobrym pomysłem był też nieprzypadkowy dobór imion postaci. Mariah, Faith – miły biblijny smaczek. Przyznam jednak, że „Jesień cudów” po prostu mnie nie zachwyciła. Brawa dla autorki za odwagę, bo zmierzyła się z niesamowicie trudną problematyką i wkroczyła na bardzo śliski grunt. Jednak mając do dyspozycji ponad 400 stron, mogła stworzyć naprawdę zachwycającą, a nawet przełomową książkę. Niestety - nie udało jej się.