Kosogłos

Kosogłos - Suzanne  Collins Zdecydowanie najlepsza część trylogii! Świetne zakończenie, mądry epilog. Widać, że Collins pisze coraz bardziej świadomie. Nic w tej części nie dzieje się przypadkiem. Każdy z bohaterów (nawet tych zwierzęcych) zjawia się i odchodzi w odpowiednim momencie. Straty w ludziach są nieuniknione, a autorka nie boi się już pokazać emocji towarzyszących kolejnym zgonom. Postacie dojrzewają. Muszą dojrzeć. Wybory, których dokonują, są logiczne. Oczywiste. Wynikają z położenia bohaterów. Ich charakteru. Tego, co ich spotkało w życiu. Tego, w co wierzą. Czytelnik wreszcie jest w stanie na chwilę się zapomnieć. Daje się okłamać pisarce, że Katniss, Gale, Peeta i inni istnieją naprawdę. Są tylko dwie rzeczy, które mam książce do zarzucenia. Pierwsza: momentami chory wręcz wątek romantyczny (nasza bohaterka od czasu do czasu całuje Gale’a, niekiedy zasypia w objęciach Peety, ale obaj panowie niemal się zaprzyjaźniają). Druga: nie mogłam się czasami oprzeć wrażeniu, że „Kosogłos” jest pisany bardziej „pod biały ekran”. Opisy walk i ucieczek do bólu przypominają scenariusz filmowy. Na szczęście autorka nie poskąpiła też książce warstwy psychologicznej (w „Kosogłosie” przeżycia wewnętrzne naprawdę nie zostały potraktowane po macoszemu) i chwała jej za to. Podsumowując – uważam, że „Głodowe Igrzyska” to jedna z ciekawszych serii ostatnich lat. Pieję z zachwytu, że miała trafić głównie do młodzieży. A to dlatego, że przy całej swej przyswajalności i prostocie językowej książka jest po prostu mądra. Opowiada O CZYMŚ ISTOTNYM. I ja to kupuję. W zasadzie jestem nawet w stanie wybaczyć autorce niewyszukane konstrukcje zdaniowe (zwłaszcza w pierwszej części). Może to być motywacją do tego, żeby przeczytać książkę np. po angielsku, bo nie powinno się to okazać potwornie trudnym zadaniem. A zapewnić mogę, że przeczytać drugi raz (obojętnie w jakim języku) po prostu warto.