W pierścieniu ognia

W pierścieniu ognia - Suzanne  Collins Świetnie zarysowana antyutopia. Część druga znacznie lepiej i ciekawiej prezentuje się od jedynki. Wygląda na to, że autorka poszła po rozum do głowy i "rozbudowała emocjonalnie" postać Katniss. Jej przemyślenia i odczucia są nieco bardziej dojrzałe i złożone. Barw zaczyna nabierać również ludność Panem, do tej pory nieco mdława. Co prawda autorka już w części pierwszej podkreślała różnice między dystryktami, ale dopiero teraz widzimy, jak bardzo różnią się ich mieszkańcy pod względem kultury i umiejętności. Są też odmienni mentalnie, ale na szczęście odmienność ta zaczyna się przydawać, kiedy najważniejszą rolę zaczyna odgrywać wspólny cel - rewolucja. Minusy? Motyw z głoskułkami. Naprawdę? NAAAAPRAAAWDĘ jakikolwiek czytelnik dał się na to złapać? Fragment został wrzucony do książki chyba tylko po to, żeby ten i ów mógł się podbudować ("Wiedziałem!"). Ostateczne rozwiązanie z polem siłowym też było do przewidzenia od kilku (-nastu?) wcześniejszych stron. Największym minusem było jednak dalsze robienie z Katniss idiotki. Damn. Z jednej strony nasza dziołcha dorasta, co widać po jej zachowaniu i wtrącanych uwagach... a z drugiej jest wielce zdziwiona, jaką rolę odgrywa w rewolucji. No, niesamowite. Naprawdę, nikt na jej miejscu by się nie zorientował. Gdyby nie te minusy, dałabym książce 8 gwiazdek na 10, bo naprawdę jest lepsza od pierwszego tomu. Po rozczarowującym zakończeniu ocenię ją jednak tak samo, jak "Igrzyska śmierci" (7/10). I nie chodzi mi wcale o to, że autorka wybrała wariant fabularny, który nie przypadł mi do gustu. Otóż nie, dokładnie tak to należało zrobić. Ale nieco inaczej kreśląc reakcje bohaterów (głównie samej Katniss) i - niestety - "gęściej" oraz wyraźniej budując klimat grozy. Powiedzmy sobie jasno: powieść przestała być już typową powieścią dla młodzieży. Zapowiada się ciężka i krwawa walka z despotyczną władzą państwa. Zastanawia mnie, kiedy pani Collins dojdzie do wniosku, że czas zmienić technikę pisania. Krótkie, proste zdania może i wystarczyły do opisywania mordów majacych miejsce na arenie. Większość z nich była ujęta bardziej od strony technicznej niż emocjonalnej. To dało się przetrawić. Teraz mamy bunt całego państwa. Jeśli fabularnie poszło się w tę stronę, to czas zaaplikować części trzeciej potężną dawkę mroku. Czy autorka podoła? Przekonam się po lekturze "Kosogłosa".