Potem

Potem - Rosamund Lupton „Chędożyć” prolog. Nie wiem, czemu spotkał się z tak pozytywnym odbiorem wśród czytelników. Dla mnie był nieco groteskowy („Nie, tylko nie motyw z tonięciem i wyjściem z ciała. Błagam.”). „Chędożyć” również fabułę, chociaż ta jest diabelnie dobra. Wiecie, co jest w tej powieści najbardziej niesamowite? NARRACJA. Wypowiedzi Grace skierowane do męża są wypełnione uczuciem po brzegi. I to nie taką cukierkową, różową, walentynkową miłością. Nie. Miłością dojrzałą. Silną. Świadomą. Wszystko to sprawia, że „Potem” nie jest tak naprawdę czystym thrillerem. Warstwa psychologiczna powieści jest tak rozbudowana, że spokojnie można tu już mówić o obyczajówce, aczkolwiek z potężną dawką dreszczyku. Nie ukrywam, że właśnie przez tę narrację dałam się autorce uwieść. O ile na co dzień nie interesują mnie prywatne sprawy innych ludzi, tak tu… całkowicie dałam się wkręcić w intymną relację między Grace a jej mężem. We wspomnienia kobiety. W jej oczekiwania. Chwilowe zwątpienie. W to wszystko, co między dwojgiem małżonków jest. Główna bohaterka ukazuje czytelnikowi sceny z całego swego dotychczasowego życia. Niemal spowiada się ze wszystkiego, co do tej pory ją spotkało, przez co odbiorca może czuć się nieco onieśmielony i zawstydzony. Autorka zgrabnie przeplata tę swoistą „spowiedź” ze śledztwem w sprawie pożaru, wsadzając nas na emocjonalny roller coaster. Samo rozwiązanie zagadki mnie usatysfakcjonowało. Jest tak złożone i tak przemyślane (mnóstwo informacji się zazębia), że nie da się go przewidzieć w stu procentach. Końcówka nie atakuje również tanim sentymentalizmem. Jest wzruszająca, ale „delikatnie”. Autorka zamknęła historię w dobrym stylu. Racjonalnie, ale z przymrużeniem oka. Książka wędruje do moich ulubionych. A twórczość pani Lupton na pewno zacznę śledzić dużo, dużo uważniej.