Czarna niedziela

Czarna niedziela - Thomas Harris Jest mi wstyd, że oceniłam Harrisa tylko na trzy gwiazdki. Ale i Harrisowi powinno być wstyd, że napisał tę książkę. Z powieściami sensacyjnymi jest tak, że za wiele z nich wynieść nie można. Dlatego też nie stawia się im wygórowanych wymagań. Sensacja ma trochę rozbawić, trochę zaciekawić i trzymać czytelnika w napięciu. W zasadzie książka sensacyjna może popełnić tylko jeden grzech – grzech bycia nudną. Wierzcie lub nie, ale „Czarna niedziela” po prostu się w tym grzechu tapla. ;) O ile bohaterom książki w końcu udało się zdobyć moją sympatię, o tyle z fabuły nie za wiele pamiętam. Ogólny zarys gdzieś tam mi świta, ale złapałam się na tym, że po pewnym czasie po prostu ślizgałam się po tekście wzrokiem. Byle dalej. Byle do końca. Kiedy czyta się książkę w ten sposób, najlepiej wypada zakończenie. Wiecie czemu? Bo czytelnik ma świadomość, że wreszcie może się wziąć za inną pozycję literacką. Na plus książce można policzyć wspomnianych wcześniej bohaterów. Co prawda postacie nie są tak złożone i wielobarwne jak w „Milczeniu owiec”, ale mają swoją historię, swoje ideały i pragnienia. Podsumowując – jeśli chcecie zacząć swoją przygodę z Harrisem od tej książki – błagam, nie róbcie tego. Tylko się zrazicie do pisarza, który naprawdę potrafi zaczarować słowem. Po prostu tym razem mu nie wyszło.