Więzień Nieba

Więzień Nieba - Carlos Ruiz Zafón To nieprawda, że ostoją świata magii jest Hogwart. Latające sowy, gadające portrety i czarodziejskie różdżki to nic w porównaniu z tym, jaką magię roztacza wokół siebie Barcelona. Mam wrażenie, że niejaki Carlos Ruiz Zafón zrobił się nieco bezczelny. Nie dość, że serwuje nam książkę, która objętościowo jest najkrótsza z całej serii, to jeszcze w tym wszystkim jest święcie przekonany, iż czytelnik po lekturze (zaledwie!) czterystu stron z naddatkiem poczuje się w pełni usatysfakcjonowany. Najbardziej irytujące jest to, że ten zarozumialec… ma rację! „Więzień nieba” jest zdecydowanie lepszy od „Gry anioła”. Nie jest w stanie przebić „Cienia wiatru”, ale w niewielu aspektach mu ustępuje. Barcelona widziana oczyma Zafóna znów chytrze wplątuje nas w swe tajemnice. Ponownie spotykamy się z Danielem Sempre, który tym razem stara się dodatkowo wywiązać z roli męża i ojca. Czy uda mu się zapewnić rodzinie bezpieczeństwo, kiedy odkrywa nowe fakty nie tylko o swoim przyjacielu, Ferminie, ale też o własnej matce? A może górę weźmie męska duma i chęć zemsty? Uwielbiam sposób, w jaki autor bawi się słowem. Z pozoru niepozorne zlepki wyrazów, wtrącone niby mimochodem, nadają całej powieści wytrawnego wręcz smaku. Dzięki temu książek Zafóna się nie czyta. Nie. Książki Zafóna się chłonie. Wystarczą dwa – trzy zdania opisujące daną postać, a czytelnik czuje się, jakby znał ją od wieków. Wie, czy będzie kibicował jej poczynaniom, czy też wręcz przeciwnie – będzie czekał na każde jej potknięcie. Autorowi mam za złe tylko jedno. Skoro każda z pozycji dotyczących Cmentarza Zapomnianych Książek ma stanowić odrębną powieść, czemu zakończenie ”Więźnia nieba” jest wyraźnym wstępem do kolejnej z nich? Zabieg wydaje mi się być bardziej marketingowy niż literacki. Wierni fani kunsztu Zafóna i tak przeczytają czwartą książkę, której akcja będzie działa się w Barcelonie. A to głównie za sprawą tak klimatycznego uniwersum i genialnie nakreślonych postaci. Na koniec zdradzę tylko, że „Więźnia nieba” podarowałam sama sobie z okazji Dnia Książki. Po lekturze za całą pewnością mogę stwierdzić, że było to najlepszy prezent, jaki mogłam sobie tego dnia sprawić. Od pierwszego do ostatniego słowa powieści bije z niej bowiem to, co u Zafóna najpiękniejsze – szczera i nieukrywana miłość do książek. Miłość, która wręcz zaraża. A ja szczerze życzę Wam wszystkim, żebyście zostali jej nosicielami.