Prawa i powinności

Prawa i powinności - Karina Pjankowa Nie mam najmniejszego pojęcia, skąd taka wysoka ocena tej książki. Pisałam to już przy kilku pozycjach literackich, napiszę i tym razem – parodiować trzeba umieć. Moim zdaniem autorka „Praw i powinności” jeszcze tej sztuki nie opanowała. Historia jest wtórna, nie bawi, a co najgorsze – może zanudzić na śmierć. Wszystko w tej książce jest drętwe i „papierowe”. Litości – powieść ma 500 stron. Dobry pisarz przy takiej objętości potrafi rozbawić do łez, zasmucić, pokrzepić i kilka razy zaskoczyć. Przy lekturze „Praw i powinności” nawet się nie uśmiechnęłam, nie wspominając już o jakimkolwiek zaciekawieniu. Mam taką zasadę, że jak zaczynam czytać książkę, to za wszelką cenę staram się ją skończyć – obojętnie, jak słaba by nie była. W tym wypadku musiałam brnąć przez kolejne partie tekstu. A czynność brnięcia, jak powszechnie wiadomo, do najprzyjemniejszych nie należy. Wniosek z tego taki – nie sięgać (chyba, że chcecie się samoukrzyżować), a już na pewno nie kupować, bo jest dużo innych świetnych książek w klimacie fantasy, które – choć nie są parodiami – śmieszą znacznie bardziej.