Mag

Mag - Jeffery Deaver Nienawidzę patrzeć na clownów, akrobatów i żonglerów. Ogółem – nie trawię całego klimatu „cyrkowego”. Kojarzy mi się z kiczem, złym gustem i groteską. Tyczy się to również iluzjonistów i prestidigitatorów maści wszelakiej. O dziwo po przeczytaniu „Maga” patrzę na nich bardziej przychylnym okiem. Thriller jest potwornie pokręcony, ale w tym przypadku powinno się to uznać za zaletę. Zmyłka goni zmyłkę. Nic nie jest tak oczywiste, jak się wydaje. Podsuwane przez zabójcę fałszywe tropy nie ułatwiają sprawy. Kto by pomyślał, że magiczne sztuczki mogą być aż tak niebezpieczne… Zniknięcia, zmiany tożsamości, odwracanie uwagi… Coś, co do tej pory sporej liczbie czytelników wydawało się pewnie nudne bądź nieistotne, nagle zaczyna budzić grozę i niepewność. Ciekawie została nakreślona postać Kary. Dziewczyna jest „kimś”. Ma określony charakter, swoje sympatie i antypatie. Wchodzi w relacje z innymi bohaterami powieści. Nie wzięła się „znikąd”. Jej zachowania wynikają z dotychczasowych przeżyć i w większości przypadków są uzasadnione. Jako rasowy „czepiacz” muszę się jednak poskarżyć, że trochę nawalił tłumacz albo przysnęła korekta. Amelia, mówiąc o sobie gdzieś pod koniec książki, wypowiada się w rodzaju męskim… Poza tym drażniła mnie nieco odmiana słowa „e-mail” (użyto formy „e-mailu”, która jest poprawna, ale aż prosiło się tam wrzucić „e-maila”). Podsumowanie? Cóż, Deaver umiejętnie „wyciągnął” z iluzji to, co znośne i strawne, serwując nam bardzo porządne czytadło. Za dużo jest jednak zwrotów akcji, by historia chociaż udawała prawdopodobną. Ale z drugiej strony… Nie tego wymaga się od thrillera, prawda?