Zaginiona

Zaginiona - Harlan Coben Przyznaję się. Możecie mnie zlinczować, ale się przyznaję. Nie lubiłam twórczości Cobena. Aż do teraz. Poprzednie zdanie wyrobiłam sobie na podstawie jednego zaledwie ebooka, którego tytułu w tym momencie nie pamiętam. I był to błąd. Spory. Przez niego bowiem o mały włos nie minęłam się z „Zaginioną”. Spokojnie. Nie jest to książka mojego życia. Nie dostanie dziesięciu gwiazdek. Nic odkrywczego nie stwierdza, nie wywraca światopoglądu do góry nogami, nie wywołuje bezdechu. Ale jest świetna. Tym, co urzeka najbardziej, jest poczucie humoru autora i jego zabawa skojarzeniami. Cytaty można mnożyć i mnożyć. Przykład? O pewnej damie w jednym z lokali: "a jej makijaż wyglądał na zrobiony w ciemnej szafie kulkami do paintballa". Przecież takich wtrąceń nie można nie pokochać! Po drugie – postać Wina. Rewelacja. W pełni zarysowana, wyrazista, ze wszystkimi swoimi umiejętnościami i upierdliwościami. Z podejściem do kobiet, do życia i do męskiej przyjaźni. Akceptuję w pełni! Trochę szkoda, że Win wydaje się być bardziej charakterystyczny niż główny bohater, ale możliwe, że miał w ten sposób nadawać historii kolorytu. A sama historia? Cóż… Niby fajnie, niby pięknie… Wymagała od autora nabycia sporej wiedzy… Ale mimo wszystko poziom utworu wydaje się być bardzo nierówny. Niekoniecznie dobrze zostało też dobrane tempo wydarzeń. Nie jest jednak źle i o ziewaniu z nudów mowy być nie może. Trochę mi wstyd, że przygodę z serią o Myronie Bolitarze zaczęłam od części dziewiątej… Wcześniej nawet o cyklu nie słyszałam. Po lekturze „Zaginionej” chętnie łyknęłabym jednak wszystkie pozostałe.