Ani słowa prawdy

Ani słowa prawdy - Jacek Piekara "Żądne złota krasnoludy, okrutne elfy-ludojady, mroczni wiedźmiarze, czarodziejki i czarownice, wampiry, demony, potwory z innych wymiarów." Owszem, potwierdzam, zgadza się. Mamy tutaj również świetnego głównego bohatera (co prawda słabość do alkoholu iście Wędrowyczowska, ale maniery i oczytanie ratują sprawę), którego nie sposób nie polubić. Arivald jest tak sympatyczny i tak zabawny, że potrafi sobie zjednać największych wrogów. Nawet kąśliwe, ironiczne komentarze (czyli to, co tygryski lubią najbardziej) uchodzą mu płazem. Ciekawy jest też przedstawiony nam świat. Piekara z każdym kolejnym opowiadaniem zdaje się "odsłaniać" coraz to dalsze przestrzenie. Czytelnik nieraz pewnie będzie mile zaskoczony („Hej! Tam dalej coś jest!”). Autor sprytnie otworzył sobie pole do popisu, wprowadzając równoległe światy i rzeczywistości. Kiedy dodamy do tego możliwość podróży w czasie, liczbę kombinacji możemy mnożyć i mnożyć. I chociaż to zbiór opowiadań, to światy te wcale nie zdają się być „ubogie” i „suche”, o nie. Bez zbędnych opisów autorowi udało się oddać ich koloryt i odrębność. Opowiadania same w sobie są interesujące, różnorodne, chronologicznie powiązane. W kolejnych przewijają się poznane wcześniej postacie oraz wykorzystane drzewniej czary. Miły akcent – doceniam. Tylko czemu, do jasnej, im dalej tym nudniej? O ile pierwsze opowiadanie jest ciekawe (troszkę naiwne, ale naprawdę ciekawe!), to ostatnie jest już tak oderwane od całości… Zupełnie tak, jakby ktoś nieumiejętnie użył na nim teleportacyjnych zaklęć Gaussa i jakimś cudem zmaterializował je w książce. Wiedźmiarze, złe sny, smokowcy, nawiązania do mistrza yody… Noooo ludzieee, uczucia przesytu można doznać już w połowie. I to pseudo-sielankowe zakończenie… Tragedia. Ratuje je na szczęście poczucie humoru Piekary (a Kret w ogóle jest uroczy!). Ogólna ocena to 5/10, ale miłośnicy fantastyki mogą sobie dodać jeszcze pół oczka. A fani Piekary kolejne pół. Więcej gwiazdek na pewno się książce nie należy, bo ani światopoglądu nie zmienia, ani żadnych rewolucji w dziedzinie literatury nie wprowadza. I chociaż nie jest to raczej pozycja, do której się wraca, to jednak warto do niej sięgnąć przynajmniej raz. Chociażby dlatego, żeby człowiek wiedział, że zaproszenie kobolda na popołudniową herbatkę nie jest najlepszym pomysłem…