Dziesiąty krąg

Dziesiąty krąg - Jodi Picoult Przeczytane świeżo po "Bez mojej zgody", więc nie obejdzie się bez porównań.Po pierwsze i najważniejsze: "Dziesiąty krąg" jest najzwyczajniej w świecie gorszy. Pomimo nawiązań do klasyki literatury (taak, taaak - Dante), pomimo wagi poruszanego problemu, nawet pomimo wieloosobowej narracji, którą autorka świetnie się posługuje - JEST GORSZY.Kiedy czytałam książkę, narastało we mnie wrażenie, że jest ona skierowana głównie do nastolatków. Z "Bez mojej zgody" każdy mógł wynieść coś dla siebie, tutaj natomiast mamy kilka banałów rodem z literatury młodzieżowej.Postacie, ich uczucia, reakcje są nieco.. przejaskrawione. Postać ojca niekiedy ociera się wręcz o groteskę (choć przyznać trzeba, że ogólnie został on ciekawie nakreślony). Największym grzechem książki jest jednak przewidywalność, podczas gdy zakończenie "Bez mojej zgody" wgniotło mnie w tapczan i pozostawiło w tej pozycji na długi czas.Wniosek? Książka nie jest zła, ale nieco banalna i mało zaskakująca. Jest to dość bolesne stwierdzenie, bo wiem, że autorkę stać na więcej. Akurat w tej problematyce lepiej porusza się chyba Alice Sebold, ale będę mogła potwierdzić swoją opinię dopiero po przeczytaniu "Szczęściary". :)