Egipcjanin Sinuhe t.1

Egipcjanin Sinuhe - Mika Waltari, Zygmunt Łanowski "Egipcjanin Sinuhe" jest powieścią historyczną. Ale nie dajcie się zwieść tak prostej klasyfikacji. O czym tak naprawdę jest ta książka? O obyczajach. Podróżując wraz z Sinuhe, poznajemy przeróżne zwyczaje, obrzędy i kultury. Zachwycamy się pięknem Krety, podziwiamy męstwo Hetytów, uczestniczymy w codziennym życiu Babilończyków. Zauważamy różnice i podobieństwa między poszczególnymi krajami i krainami. Szokuje nas to, o czym nie pisze się w podręcznikach. "Egipcjanin Sinuhe" ukazuje bowiem prawdziwą twarz starożytnego świata. Autor nie ukrywa nawet roli seksu w ówczesnym Egipcie. Oficjalnie miał on znaczenie mistyczne, religijne… Nawet świątynie były miejscem cielesnych zbliżeń. Informacje te nie są jednak podane w sposób wulgarny. Nie ma tam też wzmianek o pewnych religijnych obrzędach (bo i opowieść tego nie wymaga), a wierzcie mi, że te bywały bardzo szokujące. Książka traktuje również o wierze. Odsłania wielką i odwieczną prawdę – wiara jest narzędziem niezmiernie silnym. I nie jest ważne, jak nazywa się bóg, w którego wierzy człowiek. Ważne jest, jakie wartości, ideały i wzorce ta wiara ze sobą niesie. Można się też pokusić o stwierdzenie, że tak naprawdę bogowie nie istnieją. Istnieją za to ludzie, którzy są wierni pewnym prawdom. Prawdom, za które oddaliby życie. I to właśnie sprawia, że łatwo nimi manipulować. Z drugiej jednak strony prawdziwa wiara może być najpotężniejszą mobilizacją na świecie i popychać człowieka do czynów, o których nawet nie śnił. Najtrudniej jest natomiast nie wierzyć w nic i zarazem tego nie wykorzystać. Historia próbuje też przedstawić kobiecą naturę. Sinuhe spotyka się z przeróżnymi niewiastami: bogatymi księżniczkami, biednymi niewolnicami, dziewczętami ślepo ufającym bogom i kobietami lekkich obyczajów. Szybko okazuje się jednak, że mają one ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Wszystkie z nich są wspaniałymi manipulantkami. Wszystkie też zręcznie grają na uczuciach mężczyzn, choć kierują nimi różne pobudki. I chociaż zgodnie twierdzą, że mężczyzn nienawidzą, nie potrafią bez nich żyć. Autor porusza też kwestię nagłych przemian cywilizacyjnych. Wyraźnie widać, że nawet najlepszy pomysł czy najbardziej światła idea się nie przyjmą, jeśli społeczeństwo nie będzie na nie gotowe. Czasem lepiej nie zakłócać porządku świata, który pogrążony jest w pewnej rutynie. Wyrwanie go z tej rutyny może być bowiem tragiczne w skutkach. Dlatego właśnie wybitne jednostki mogą być uważane za szalone, a czasem nawet zmuszone są ponieść śmierć. Tym jednak, co jest najpiękniej opisane w książce, jest samotność. Sinuhe rozpoczyna swą podróż przez życie sam i sam ją skończy. Choć przez cały czas styka się z innymi ludźmi, obcuje z kobietami i nazywa nielicznych mężczyzn swymi przyjaciółmi, wie, że jest im obcy. Dźwiga bowiem tajemnicę swych własnych narodzin, którą nie może się z nikim dzielić. To właśnie sprawia, że nikt nie rozumie go całkowicie. Tych natomiast, którzy są mu w jakikolwiek sposób bliscy, czekają same nieszczęścia. Sinuhe sam skazuje się więc na samotność, choć tak naprawdę wcale jej nie pragnie. Podsumowując tę długą recenzję, przyznam, że i tak napisałam zdecydowanie mniej, niż mogłabym napisać. Książka jest przepiękna. Czyta się ją bardzo powoli, bo i jest co czytać (550 stron, mała czcionka). Jest się też czym delektować, bo Waltari przedstawił nam historię, obok której nie można przejść obojętnie. Każdy odnajdzie w niej odrobinę siebie. Wszak, jak to powiedział Sinuhe: „Jestem człowiekiem i jako człowiek żyłem w każdym człowieku, który istniał przede mną, i jako człowiek żyć będę w każdym człowieku, który przyjdzie po mnie.”