Trzydzieści sześć dusz

Trzydzieści sześć dusz - Sam Bourne Mamy dziennikarza, który przeistacza się w twardziela. Mamy serię zabójstw. I - na szczęście - mamy spójną, wciągającą fabułę. Will Mourne, młody, ale zdolny reporter, przybywa na miejsce pierwszej zbrodni w nadzei na dobry artykuł. Wkrótce okazuje się, że morderca (a może mordercy?) nie poprzestaje na jednym ciele. Sprawa zaczyna nabierać tempa, gdy znika żona Willa. Okazuje się, że wszystko ma związek z pewną tajemnicą. Na drodze do jej odkrycia stoi... religijny fanatyzm. I nie tylko. Książkę naprawdę czyta się z ciekawością. Mogą jednak (kiedy jest się takim wrednym i niewdzięcznym czytelnikiem, jak ja) przeszkadzać małe wpadki stylistyczne tłumacza. Widać miał zły dzień, kiedy zaczynał pracę nad powieścią. ;) Mimo to książka jest naprawdę przystępna, a styl, jakim posługuje się Bourne, może się podobać. Zawsze jest to jakaś odskocznia od historii Browna, pisanych najwyraźniej wg jednego, sprawdzającego się planu. Taka nutka świeżości. Ciekawa, przemyślana i wciągająca. Pozycja nie jest wybitna i - powiem szczerze - po trzech miesiącach od lektury miałam trudności z przypomnieniem sobie pewnych szczegółów. Poza tym znowu mamy mnóstwo bohaterów-pacynek bez wyraźnie zarysowanej psychiki i jednego superbohatera, który musi uratować świat. Ale warto przeczytać. Dla samej rozrywki i kilku ciekawych informacji teologicznych.