Skok - Lee Goldberg, Janet Evanovich, Dominika Repeczko

Czasem człowiek ma tak, że jak się raz sparzy, to drugi raz za nic nie spróbuje. Obojętnie, czy chodzi o książkę, dyscyplinę sportową czy egzotyczną potrawę. I wtedy przydaje się taka Lara (każdy powinien dysponować w swoim życiu przynajmniej jedną Larą, wierzcie mi), która z uśmiechem na twarzy i z entuzjazmem w serduchu podpycha sparzonemu człowiekowi pod nos niemal dokładnie to samo, ale inaczej opakowane, mówiąc: „Masz, to będzie dobre”. Co gorsze – ma rację. :)

 

„Skok” to książka, która czerpie całymi garściami z cyklu o Śliwce. Kto nie wie, o czym mówię, powinien szybko prześwietlić sylwetkę Janet Evanovich. Ta właśnie autorka popełniła już dwadzieścia dwie części przygód panny Plum. Jak niektórzy wiedzą, „zaliczyłam” dwie „Śliwki” i jakoś się z nimi nie pokochałam (choć część druga była znacznie lepsza od pierwszej). Tymczasem „Skok”… „Skok” jest dokładnie taki sam, a jednak inny. Może dlatego, że drugim autorem powieści jest Lee Goldberg, autor książek o detektywie Monku (niestety, nie było mi dane się z nimi zapoznać).

 

„Skok” jest komedią sensacyjną z dużą dozą romansu (który nie rozwija się szybko, ale wyraźnie wisi w powietrzu i nieco przygniata wszystkie inne wątki w książce). Z uwagi na te amory można uznać, że targetem książki są raczej babeczki w wieku 20+-30+, ale – uwaga! – wydaje mi się, że każdy może się przy niej dobrze bawić. Czemu? Ano temu, że w przeciwieństwie do serii „śliwkowej” tu mamy dwoje RÓWNOWAŻNYCH głównych bohaterów.

 

Postać męska to Nicolas Fox – światowej sławy kanciarz, który niejednego już wyprowadził w pole. Bezczelny, bez wyrzutów sumienia, zawsze potrafi się wyłgać. Ma tylko jeden słaby punkt – jest nim ścigająca go agentka Kate O’Hare. Lubi grać jej na nerwach, ale sam przed sobą przyznaje z niechęcią, że ta uzbrojona babeczka po prostu go kręci. Chemia, ewolucja i inne wkurzające siły sprawiają, że nie jest to uczucie nieodwzajemnione. ;) Tymczasem los chce, że ta dwójka musi zacząć ze sobą współpracować. Jest to szczególnie trudne – nie dość, że do tej pory nasi bohaterowie grali w przeciwnych drużynach, to jeszcze nigdy nie przebywali ze sobą tak blisko. Czy taka wystrzałowa mieszanka pociągu i nienawiści może zwiastować cokolwiek dobrego?

 

Wiem, wiem – to wszystko brzmi jak słabe romansidło dla kobit. I czasem się w nie zamienia. Nie jest to nic odkrywczego, nic rozwalającego, ale… powieść jest bardzo sympatyczna. Czytało mi się bardzo przyjemnie, bo akurat potrzebowałam czegoś na rozluźnienie. Momentami autorzy strasznie mieszają (a sceny sensacyjne nakreślone są z taką finezją i rozmachem, że człowiek nie wie, czy podziwiać, czy się zataczać jak rozchichrana norka). Mimo wszystko jest w książce jakiś urok, jakaś lekkość, które mogą się podobać.

 

Postanowiłam już, że będę się rozpieszczać kolejnymi częściami (a tak, tak, to początek całego cyklu). Marzy mi się też, żeby ktoś stworzył na postawie książki grę przygodową. Fabuła ma w sobie potencjał do takiego projektu.