Osaczona - Janelle Taylor

Z tą kaszaną miałam poważny problem. Na początku lektury wydawało mi się, że czytam coś bardzo słabego, coś zupełnie nie w moim guście, coś, czego nie poleciłabym nikomu, ale nie do końca skaszanionego. Ot, po prostu nie z mojej bajki. Nie doceniłam jednak Lary – szybko okazało się, że dziewczyna wiedziała, czym mnie skatować. Ale, jak mawiał klasyk, nie uprzedzajmy faktów.
 
Główną bohaterką powieści jest Amanda. W chwili, kiedy ją poznajemy, traci pracę, a jej mały synek, Tommy, ląduje w szpitalu. Rodzina jej nie wspiera – ojciec dziecka zmył się na wieść o ciąży, mama zmarła na raka, a ojciec Amandy nie utrzymuje z nią ciepłych relacji (podobnie zresztą jak dwie przyrodnie siostry). Jakby tego było mało, do Amandy dociera wieść o śmierci taty, do którego to – o zgrozo! – już nigdy nie będzie się mogła zbliżyć. Jako że staruszek był obrzydliwie bogaty, na odczytaniu ostatniej woli w kancelarii prawniczej zjawiają się wszystkie trzy siostry. Okazuje się, że nie wszystkie dowiedzą się tego samego dnia, jaka jest treść testamentu ojca. Pierwsza kopertę dostaje Amanda. Pozostałe dwie siostry mają zgłosić się po swoje koperty w innych terminach. Wiem, że już przebieracie nogami z niecierpliwości, żeby dowiedzieć się, kiedy będzie koniec świata, jaki jest sens życia i co było w kopercie naszej ukochanej głównej bohaterki. Dlatego kolejno odpowiadam:
1. Już był, ale przegapiliście. Jak zawsze. Nie mogę Wam wszystkiego palcem pokazywać.
2. Żelki. Jeśli ktokolwiek będzie Wam próbował wmówić co innego, nie wierzcie.
3. Instrukcje, jakie kobitka ma wykonywać przez miesiąc, żeby odziedziczyć najbardziej wartościową nieruchomość należącą do ojca. Tak, pozostałe siostry (a raczej ich matki) też ostrzyły sobie na nią zęby.

Wiem, wiem, że mój opis zawiązującej się historii już sprawia, iż macie ochotę biec do sklepu po książkę. Nie musicie – przytoczę Wam największe absurdy. Autorka miała rozmach, więc skoczcie po „sens życia”, żeby mieć czym zagryzać – trochę tego będzie.
1. Instrukcje dla Amandy są takie: „Amanda ma spać w czerwonej sypialni, Tommy w błękitnym pokoju tuż obok. Amandzie nie wolno nigdy wchodzić do głównej sypialni, czyli białego pokoju. Nigdy nie może też korzystać z toalety na parterze - nawet przeglądać się w lustrze. Nie wolno jej nigdy otwierać okna przy kaktusie w salonie ani szafki nad piecem...”, itd. Teraz uwaga – będę spoilerować. (Czemu będę? BO MOGĘ. Muahaha, muahahaha, MUAHAAHAHAH!) Czaicie, że te instrukcje są kompletnie bezpodstawne? Nie mają żadnego sensu. ŻADNEGO. Stary zabawił się w swata i wymyślił jakieś debilne wytyczne, żeby…
2. … „ochroniarz” Amandy zakochał się w niej podczas obserwowania, czy dziewczyna trzyma się zasad. „Ochroniarz” to w zasadzie złe słowo.. Ethan to facet „z przeszłością”, który zawdzięcza ojcu Amandy uratowanie życia. Wprawdzie w poprzednim życiu był korposzczurem , ale od trzech lat jest samotnikiem żyjącym w głuszy i prawdziwym twardzielem, który naprawi każdy sprzęt. Jak dla mnie to trochę za mało, żeby nagle nabrać cech Bonda. Ale Ethan nabrał. Nie będę mu zazdrościć, zazdrość to bardzo niskie uczucie.
3. Oczywiście, jak przewidział nasz ekscentryczny bogacz, Ethan i Amanda zaczynają się w sobie zakochiwać. Muszą się ze sobą przespać, bo inaczej książka nie miałaby sensu. Jest jednak ciężko, bo Ethan jest tak mroczny że ciężko go rozgryźć. Nawet na nazwisko ma Black, żeby nie było wątpliwości, że mówimy tu o najbardziej mrocznym mroku. Ale Amanda go stopniowo „uczłowiecza”. I weź tu wpuść babę do swojego życia…
4. Wraca Paul, ojciec Tommy’ego! Powitajmy starego znajomego! I chce odnowić kontakty. Na pewno nie dlatego, że wszystkie gazety trąbią o spadku Amandy. No weźcie, świnie z Was. Gość przeżywa renesans ideałów.
5. Amanda nie wie, czy chce być z Paulem, którego nie kocha, ale chce, by Tommy miał ojca, czy z Ethanem, który wciąż nie chce się przed nią otworzyć, ale za każdym razem ratuje jej dupę.
6. A ma co ratować, bo ktoś regularnie włamuje się do chawiry, którą ma odziedziczyć Amanda. Próbuje też – niespodzianka – udusić przyszłą dziedziczkę poduszką.
7. Okazuje się, że jest więcej chętnych na spadek po bogaczu, bo gość się nie cackał i spotykał się z całymi hordami kobiet. Nie muszę chyba mówić, że wszystkie trzy wspomniane na początku siostry były z innych matek? No. To te dzieci były uznane. Trzeba jednak rozważyć jeszcze kilka przypadków. Spokoooo, mamy czas, w końcu koniec świata już był.
8. Ethan się wycofuje i powoli wariuje, bo wracają sceny z przeszłości. Paul podstępnie zdobywa zaufanie Amandy. Czy to on dusił Amandę poduszką, jak sugeruje Ethan? NOOOO WAYYY!
9. Niespodzianka, to jednak Paul. Ja pierdzielę, jakie emocje! Jak przy zawiązywaniu butów. Paul nokautuje Ethana i chce zabić Amandę (ale tak, żeby wyglądało, że to Ethan). Tommy’ego chce sprzedać bezdzietnej parze. Biznesman. Ja bym brała.
10. Ethan powstaje z martwych i pomaga Amandzie (po raz pierdylion szesnasty). Amanda zwiewa z dzieckiem z domu i wzywa pomoc. Zostawa w domu dwóch mężczyzn. Na szczęście przeżywa… emocje rosnąąąąą… ETHAN! Yaaaay!
11. Amanda nie dotrzymała umowy, więc jej dom przechodzi na kogo innego. Na kogo? Na Ethana! Czy mogłoby być piękniej? Postanawiają spędzić przyszłość razem. AMEN.

 

Czy ta opowieść Was satysfakcjonuje? Głupie pytanie – przecież widzę po twarzach, że jesteście wniebowzięci! Aby jednak ta niesamowita, nieprzewidywalna historia była osnuta mgiełką tajemnicy, autorka pozostawiła kilka nierozwiązanych kwestii. Skąd i po co Ethan miał prezerwatywy (co najmniej dwie) w portfelu, skoro od trzech lat żył w celibacie, unikał kobiet i pogrążony był w żałobie? Czemu najpiękniejszym zapachem pojawiającym się w książce jest zapach „smażonej kiełbasy i cebuli”? Co dostały w spadku dwie pozostałe siostry (nie, nie dowiadujemy się z książki – autorka pewnie czuła, że już za grubo pojechała i chciała zaoszczędzić sobie wstydu). I na koniec – co kierowało grafikiem, kiedy tworzył okładkę zupełnie nie związaną z treścią książki i umiejscowił na niej kalie tak, żeby wyglądały jak dwa kinkiety? Tego możemy się tylko domyślać.

 

To była szalenie dobra książka! I pomyśleć trzeba, i wzruszyć się można… Arcydzieło, rewelacja, całe 3/10. :D