Zgon - Gina Damico, Dominika Repeczko

Sympatyczna, lekka literatura młodzieżowa.

 

Jak to na literaturę młodzieżową przystało, bohaterką jest nastolatka, Lex. Lex ma kochających rodziców, siostrę bliźniaczkę i… skłonność do agresywnych zachowań. Po rozmowie z dyrektorem szkoły zrozpaczeni rodzice postanawiają wysłać rozbrykaną latorośl na wakacje do wujka (swoją drogą, nieco dziwny pomysł na resocjalizację). Wujaszek Mort mieszka na wsi, co niespecjalnie zachwyca Lex. Dziewczyna nie wyobraża sobie też rozstania z siostrą. Nie ma jednak wyboru. Wkrótce okazuje się, że psychopatyczny krewny nie jest prawdziwym farmerem. Zamiast tego para się… przeprowadzaniem dusz zmarłych na drugą stronę. W dodatku uważa, że Lex również ma do tego dar.

 

Powieść robi bardzo dobre pierwsze wrażenie, a to za sprawą finezji autorki w kreowaniu Zgonu (rozumianego jako wioska) oraz całego biznesu żniwiarskiego. Wszystko ma tu swoje wytłumaczenie i swoje miejsce. Trio Damico, Repeczko & Repeczko (czyli autorka i tłumacze) nieźle sobie pofolgowało w wymyślaniu nazw własnych. Kwiaciarnia, sklep spożywczy, aleje, drogi – wszystko ma tu nazwę związaną z przejściem na tamten świat. Autorka świetnie poradziła sobie również z oddemonizowaniem śmierci i roli Lex oraz jej – nie bójmy się tego słowa, to robota jak każda inna – współpracowników. Całość jest tak makabrycznie urocza (nie czepiajcie się, to naprawdę dobre określenie), że nie sposób nie zadurzyć się w Zgonie i jego trupio-optymistycznym klimacie.

 

Szkoda, że wyobraźnia autorki wyraźnie kuleje, jeśli chodzi o fabułę. W tak ciekawym fikcyjnym miejscu akcji Damico nie udało się poprowadzić wciągającej historii. Lex zachowuje się jak typowa nastolatka, która przechodzi okres buntu (nooo, może u niej przebiega to nieco bardziej widocznie i szkodliwie dla otoczenia ;)) i przeżywa nastoletnie zauroczenie. Nie byłoby to nawet takie straszne, bo w końcu wiek nastoletni ma swoje prawa, ale czasem miałam wrażenie, że autorka marnuje objętość książki na coś, co równie dobrze mogło zdarzyć się w Radomiu, Dziwnówku czy Starych Kiejkutach. Natomiast samo szkolenie Lex i jej późniejsze przygody nieco kojarzyły mi się z Harrym Potterem i Hogwartem. Nie muszę chyba dodawać, że losy chłopca z blizną były znacznie (ZNACZNIE) bardziej wciągające.

 

Książkę oceniłabym na 5 w skali dziesięciostopniowej. Jest to świetna, niewymagająca literatura wakacyjna, ale nawet w tej kategorii daleko jej do arcydzieła. Nie ukrywam jednak, że po „Płomień” (czyli kontynuację) sięgnę na pewno. Końcówka „Zgonu” była dość mroczna, więc liczę na to, że autorka będzie się starała iść w tę stronę, nie kładąc już takiego nacisku na relacje kilkunastoletnich bohaterów. Pozwalam jej jednak na trochę cukru w podziękowaniach, bo te w „Zgonie” były bardzo ciepłe i po prostu urzekające. :)