Pl-boy do kwadratu - Marcin Szczygielski

Każdy wie, że wszystko w dwupaku jest lepsze. T-shirty, czekolady, kosmetyki... Cenowo jakby korzystniej, a nabywca nie musi dwukrotnie udawać się do sklepu – czyż to nie piękne? W zasadzie na słowo „dwupak” alergicznie reagują tylko rodzice bliźniąt, ale naukowcy do dziś nie odkryli, jaka jest tego przyczyna. ;)

 

Moją sympatię do produktów występujących w liczbie mnogiej pogłębił zdecydowanie „PL-boy do kwadratu”. Pozycja zawiera bowiem dwa tytuły: „PL-BOY, czyli dziewięć i pół tygodnia z życia pewnej redakcji" oraz "Wiosna PL-BOYA, czyli Życie seksualne oswojonych". Autorem obu powieści jest Marcin Szczygielski - ktoś, kto wdarł się szturmem do mojej biblioteczki w roku 2014 i choć nie powalił mnie na kolana, to od samego początku mam ochotę zrobić mu więcej miejsca na półce.

 

„PL-BOY” (jedynka) jest tak naprawdę opisem. Czego? Funkcjonowania redakcji „prestiżowego” pisma w warunkach polskich. Pozycja wydaje się być jednak na tyle uniwersalna, że w niektórych sytuacjach spokojnie odnajdą się pracownicy wielu korporacji, a może i mniejszych firm. Autor duży nacisk położył nie tylko na stosunki na linii podwładny-przełożony, ale też na relacje pomiędzy współpracownikami. Pikanterii może dodawać fakt, że w latach 1998-2000 Szczygielski pełnił funkcję dyrektora artystycznego polskiego "Playboya”. Przedstawione w powieści przekręty, olewcze podejście do pracy i niekompetencja osób na stanowiskach zarządczych szokują więc podwójnie. Autor nie stroni od wątków autobiograficznych, co pozwala sądzić, że historie z życia redakcji również mogą być prawdą. Bardziej wrażliwi czytelnicy mogą zwrócić uwagę na to, jak traktowane są prosiaczki (odpowiednik króliczków) „PL-BOYA”. Nikogo w redakcji nie krępuje nagość. Jak to ujmuje podczas sesji jedna z pracowniczek magazynu: „Czy ty myślisz, że my tu wszyscy żeśmy już cipy nie widzieli? Twoja czy inna, dla nas to bez różnicy, naprawdę.” Główny bohater, do którego zadań należy między innymi obróbka graficzna zdjęć, bez większych emocji usuwa więc cellulit, znamiona, blizny. Powiększa, to, co zwiększone być powinno i zmniejsza to, co wydaje się być zbyt duże. Zdjęcia rozkraczonych dziewczyn to coś, czego w redakcji dostatek.

 

"Wiosna PL-BOYA” jest już tekstem nieco innym, dojrzalszym. Zaznaczyć należy bowiem, że „PL-BOY, czyli dziewięć i pół tygodnia z życia pewnej redakcji" to debiut autora i choć można zaliczyć go do udanych, to widać, że Szczygielski się jeszcze dobrze „nie rozpisał”. W dwójce pisarz ma już do powiedzenia nieco więcej. W tle pojawia się motyw przejęcia polskiego „PL-BOYA” przez zagraniczny podmiot. Główny bohater zyskuje przy okazji współlokatorkę. Autor dość silnie zahacza o tematykę związków i samotności, choć nie wciska jej czytelnikowi na siłę. Trafnie pokazuje też, jak zaburzony zostaje spokój introwertyka, kiedy przychodzi mu dzielić własną przestrzeń z kimś obcym.

 

Mam wrażenie, że żadnej z części „PL-boya” nie czyta się dla fabuły. Ba, fabuły w nich prawie nie ma. W obu pojawia się wprawdzie jakaś historia, którą nazwać można wątkiem głównym. Nie jest to jednak nic na tyle ważnego, by „popychało” lekturę do przodu. Mimo to ciężko oderwać się od książki. Szczygielski stworzył coś niesamowitego – opis, który bawi. Opis, który wciąga. Opis, który jest na tyle wielopłaszczyznowy, że sam w sobie stanowi sensowną, momentami zaskakującą całość. Całość będącą potężną konkurencją dla wielu obfitujących w nagłe zwroty akcji powieści, choć tak od nich odmienną.

 

W obu powieściach pojawiają się smaczki, które bardzo mi się spodobały. Jednym z nich jest rozpoczynanie rozdziałów od cytatów z innych książek, między innymi… ze „Świata Dysku”. Może się to wydawać zaskakujące, ale rewelacyjnie korespondują one z treścią rozdziałów. Drugim ze smaczków jest… mój kochany Szczecin, który pojawia się w pierwszej części, w a drugiej zostaje ledwie wspomniany. Znajome miejsca zawsze wywołują banana na twarzy. Jest to nawiązanie do wspomnianych wcześniej wątków autobiograficznych – Iwona Racz-Szczygielska, była wokalistka „Filipinek”, prywatnie mama autora, związana jest ze Szczecinem.

 

Osoby pałające niechęcią do motywów homoseksualnych mogę uspokoić – Szczygielski w „PL-BOYU” akurat tej problematyki nie bierze na warsztat. Dużo tu relacji międzyludzkich, dużo związków, dużo odosobnienia, ale ani razu nie wypływa temat związków jednopłciowych.

 

 Coraz bardziej lubię Szczygielskiego. Za autoironię, odwagę i optymizm, którego można pozazdrościć. I choć „PL-boy do kwadratu” zdecydowanie nie jest pokazem maksymalnych możliwości autora, to i tak polecam, polecam serdecznie. Książka jest tak absurdalna, jak absurdalne może być tylko prawdziwe życie. A jeśli rzeczywistość nie potrafi was rozbawić, to potworne z was smutasy i mazgaje. :)